GRY

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5

Było grubo po północy a ja dopiero teraz kładę się do łóżka. Po tej akcji z kosmitami przypomniało mi się o rozmowie i udało mi się przekonać chłopaków byśmy pogadali z Paulą. Na początku gdy tylko się z nią połączyłam zaczęła piszczeć ale szybko się uspokoiła. Gadaliśmy tak z 2 godziny. Potem ja zostałam sama z Harrym w pokoju i gadaliśmy. Teraz jestem w domciu padnięta...zasnęłam od razu.
Ledwo otworzyłam oczy a już czułam jak Nat gotuje. Zaraz, zaraz...skoro Nat robi śniadanie to kto leży ze mną? Otworzyłam oczy i zobaczyłam motyla wytatuowanego na torsie
-Harry?-odchrząknęłam bo miałam miałam grypkę i podniosłam głowę. Moje oczy spotkały się z intensywną zielenią.
-tak skarbie? - wyglądał nieziemsko. Grzywka mu opadała na czoło a kosmyki na oczy. Poprawiłam ją, a na jego twarzy pojawił się uśmiech z tak uwielbianymi prze zemnie dołeczkami
-co tu robisz?- dotknęłam jego dołeczki były fajne(xd), zawsze je dotykałam przez monitor. Teraz były takie prawdziwe.
- wczoraj wróciłem z Nat tutaj. Chciałem z tobą porozmawiać ale spałaś więc postanowiłem zostać i rano z tobą porozmawiać-szczerze? Nie wiedziałam o czym chce ze mną rozmawiać...
-o czym?- zmarszczyłam brwi
-hm...no wiesz teraz są wakacje... więc może pojechalibyśmy... gdzieś na tydzień tylko my...?- byłam szczęśliwa. Bo mój chłopak chce zabrać mnie na wakacje i się zawstydził pytając
-chętnie. Dokąd chciałbyś ze mną pojechać?- bardzo marzyłam o Australii
 - a gdzie chcesz?
-hm...do Australii?-wiem, że to było niegrzecznie z mojej strony bo można pomyśleć, że lecę na jego kasę. Postanowiłam zapłacić połowę
-to dobrze bo też chcę tam jechać- pocałowałam go w policzek i szepnęłam:
-to jedziemy ale ja płacę za siebie - Harry odsunął mnie lekko i spojrzał na mnie z nieznanym mi wyrazem twarzy-powiedziałam coś nie tak?
-tak. Dlaczego masz za siebie płacić?- więc o to mu chodziło... jakoś nie przeszkadzało mi zapłacenie za siebie więc nie rozumiem dlaczego ma taki problem...
-hm....no bo  nie chcę ci się narzucać. Zapłacę i będzie dobrze ok?
-nie, nie zgadzam się. Ja płacę za nas dwoje i koniec tematu
-ale...
-żadne ale!- uznałam, że nie ma sensu się kłócić więc jedynie go pocałowałam i wstałam z łóżka. Jak na moje nieszczęście okazało się, że spałam w samej...bieliźnie. Jaka klapa...szybko chwyciłam szlafrok. Chciałam go założyć ale loczek wyrwał mi go z ręki
Hazza!-odwróciłam się do niego a on był w samych bokserkach. Położyłam dłonie na jego torsie i powiedziałam- oddaj mi ten szlafrok!- on jedynie co zrobił to pokręcił głową. Nachylił się do mnie i zaczął mnie całować. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach a moje ręce były tam gdzie wcześniej.
-pięknie wyglądasz-mruknął Harry między pocałunkami. Przybliżyłam się jeszcze bliżej niego.
-ty też. Nigdy nie widziałam ładniejszego boga...-Harry zaśmiał się
-nie pochlebiaj mi...- zobaczyłam, że jego policzki nabierają purpurowego koloru. cmoknęłam go jeszcze raz w usta i i szepnęłam:
-wygląda na to, że często to będę robić bo słodko się rumienisz. A co do wyjazdu....to kiedy jedziemy?-Hazza nachylił się i cmoknął mnie w czoło. Podniosłam wzrok. Tak dopiero teraz przyznaję, że jestem od niego o wiele niższa ja mam 153 centymetry a on 180. Trochę dużo nas dzieli równe 27 centymetrów.
-jedziemy pojutrze...chciałem jutro ale pochowałabyś mnie żywcem, że dałbym ci tak mało czasu na spakowanie- uśmiechnęłam się. Stanęłam na palcach i musnęłam jego policzek.
-kocham cię, Haz- szepnęłam. Chciałam iść do łazienki ale Harry mnie przyciągną do siebie i mocno przytulił.
-Harry, bo mnie udusisz!- odsunął się i uśmiechnął się słodko. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka informując, że ktoś chce się dostać do domu. Chciałam iść ale Haz nie puszczał mojej ręki.
-Kotku...muszę otworzyć-on jedynie pokręcił głową i znów mnie pocałował- na dole jest Nat otworzy...-ktoś zaczął się dobijać do moich drzwi. Po głosie poznałam kto to:
-Ludzie wychodzić! Mieliście na to całą noc! Jak nie wyjdziecie to poszczu...-Hazza nie został bez winny oddał mu na zaczepkę
-ty marchewkowy zboczeńcu! My nic nie robiliśmy, nie robimy i nic nie będziemy robić...chyba!- spojrzałam na niego zdeterminowana. Chyba? On żartuje!?
-a nie mówiłem!? Jestem pewny, że są w samej bieliźnie i się macają a zaraz jego marchewka...- gdy skojarzyłam o czym mówi nie wytrzymałam
-Louis, do cholery! MY nic nie robimy! Jedynie to rozmawiamy o wakacjach a Harry zaraz wyjdzie z pokoju by ci dokopać za skojarzenia i by zrobić mi śniadanie więc masz 3 sekundy na ucieczkę!- Jestem pewna, że na twarzy mam buraka ze złości. Chyba już nikogo nie było po drugiej stronie drzwi bo było cicho. Byłam bardzo wkurzona. Dłonie miałam zaciśnięta w pięści
-Koteczku, uspokój się. Zaczynam się bać. chodź przylu...
-Harry nie słyszałeś co mówiłam?! Marsz do kuchni  zrobić mi śniadanie! Teraz!- On wystraszony w samych bokserkach wyszedł z pokoju. Poszłam do łazienki i zaczęłam płakać. Stara ja wróciła...ja jej nie chciałam. Nie chciałam znowu ranić bliskich...- Podeszłam do szafki i wyciągnęłam mały woreczek z białym proszkiem. Była to marihuana. Kupiłam to 2 dni po śmierci rodziców ale ni miałam odwagi tego wziąć. Otworzyłam woreczek i trochę wysypałam na blat przykucnęłam już miałam zaciągnąć gdy nagle drzwi od
łazienki się otworzyły a w nich stał Harry.
-Wyjdź z stąd!- wydarłam się patrząc na niego. On jednak się nie posłuchał, podszedł do mnie. Wyrwał mi woreczek z proszkiem a to co było na blacie strzepnął na podłogę. Resztę spłukał w kiblu -Harry, kurwa co ty robisz? Miałeś mi zrobić śniadanie!- On jednak na mnie patrzył z smutnymi, zdeterminowanymi oczami. Zrobiło mi się go żal. Chciałam do niego podejść ale on się wyrwał.
*perspektywa Harrego*
Jak ona mogła?! Wczoraj i jeszcze chwilę temu taka nie była! Co się stało?Zaczęła do mnie podchodzić ale ja się oddalałem kręcąc głową... Zatrzymałem się...jednak....spojrzałem w jej oczy. Znów były takie jak wczoraj przed randką. Smutne.
-Zawiodłem się na tobie...chyba...chyba nic z tego nie będzie...- tylko tyle byłem wstanie wypowiedzieć .
Miałem wyjść gdy złapała mnie za rękę, Odwróciłem się do niej i zobaczyłem, że płacze. Ale...ale dlaczego?
-nie zostawiaj mnie! Ja cię kocham! Ten narkotyk miał być moim pierwszym Kupiłam to świństwo 2 dni po śmierci rodziców...Chciałam wziąć bo powróciłam stara ja...
-czyli?- nic a nic nie rozumiałem. Stara ona? Była kiedyś taka? Wulgarna, niemiła dla otoczenia? Ja miałem ją za anioła za niewinną dziewczynę...
-kiedyś byłam taka jak chwile temu...byłam taka bo to Piotrek mnie zmienił...Gdy byliśmy ze sobą 3 lata. Powiedział mi, że jak będę taka miła i niewinna to mnie rzuci. Ja go bardzo kochałam i...i się zmieniłam. Zawsze gdy dawał mi narkotyki wyrzucałam je. Nie chciałam tego próbować. Mimo, że tak się zmieniłam. Miałam wulgarne słownictwo, szybko padałam w szał ale nigdy, przenigdy nie spróbowałam alkoholu, narkotyków, papierosów i w ogóle. Wszyscy uważali, że mogłabym nawet zabić człowieka by tylko być z Piotrkiem, ale to jest nie prawda...nie skrzywdziłabym nawet muchy! Morze i bardzo go kochałam ale nigdy bym tego nie zrobiła...- płakała dalej. Przyciągnąłem ją do siebie. Poczułem mokre plamy na moim ramieniu. -skarbie...przestań płakać... kochałaś?- zapytałem ni zwą ni stąd. Ona spojrzała na mnie jak na debila. Strasznie zachciało mi się śmiać ale wiedziałem, że nie czas ani miejsce na śmiech.
-co?
-czemu powiedziałaś, że "kochałaś" Piotrka? Przecież ty...ty go "kochasz"- spuściłem głowę bo taka była prawda. Dla niego zrobiła wszystko i dalej robi...Meg chwyciła mnie za podbródek i zakała mi patrzeć w jej oczy. Były takie piękne. Jej niebieskie oczy aż błagały by ktoś ją pokochał tak mocno jak ona jego...
-skarbie, ja go KOCHAŁAM teraz kocham ciebie. Gdyby nie ty dalej bym siedziała w pokoju i się nad sobą użalała ale dzięki twojej miłości...na nowo ożyłam... Kocham tylko Ciebie, misiaczku...- schyliłem się by pocałować jej piękne, pełne czerwone usta. Miała jej takie delikatne. Nie wyobrażałem sobie jej takiej...agresywnej. Odsunęła się ode mnie  a ja szepnąłem:
-idę ci zrobić śniadanie- już miałem wychodzić ale Meg powiedziała:
-nie musisz...mówiłam to pod presją...byłam zła i nie panowałam nad sobą...przepraszam- odwróciłem się do niej. Była taka niewinna. Jej ciało było skulone a twarz smutna...
-koteczku, zrobię ci je tylko dlatego, że na nie zasługujesz i bardzo cię kocham...-uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem z pokoju. Jak zamknąłem drzwi usłyszałem
-też cię kocham. Poproszę naleśniki z nutellą!- zaśmiałem się dziękując Bogu, że znalazłem taki skarb a nie jakiegoś pustaka.
*perspektywa Megan*
ubrałam się w miętowe rurki, białą bluzkę z napisem ''love Harry'' bejsbolówkę z znaczkiem One Direction ''1D'' po lewej stornie. Założyłam moje ulubione conversy i zeszłam na dół po drodze zakładałam zegarek i naszyjnik. Usłyszałam rozmowę Harrego przez telefon. Zatrzymałam się i podsłuchałam. Wiem to było niegrzeczne z mojej strony ale musiałam.
- nie Taylor! Nie kocham cię! Kogo kocham?...Dowiesz się dzisiaj!...w dupie cię mam muszę kończyć bo moja księżniczka jest więcej warta niż ty! Kończę...- nie mogłam uwierzyć...Harry zrezygnował z rozmową z samą Taylor Swift dla mnie i nazwał mnie księżniczką...
- Harry wszystko w porządku?- chyba Zayn nie byłam pewna-
yyy...tak. Taylor nie umie pogodzić się z tym, że zostawiłem ją dla Meg...- ''WoW'' pomyślałam
- na pewno dla niej?
a co sugerujesz?
-no to, że zostawiłeś Taylor dla niej to nie w twoim stylu, stary...
-nie kumam
-chodzi  o to, że jesteś z nią od wczoraj a z Tay zerwałeś 2 miesiące wcześniej- odezwał się Niall
-blondyn ma rację- powiedział jak zawsze poważny Liam
-eh...niech wam będzie. Zakochałem się w Meg już 5 miesięcy temu...-to nie było dla mnie nowością no ale żeby zerwać z Taylor dla kogoś kogo się nie zna? To było chore ale zarazem słodkie...
-Haz, ale jak? Przecież ty jej nie znasz! To nie możliwe...-powiedział...jak to Harry nazwał?...a już wiem...marchewkowy zboczeniec
-Lou, wszystko jest możliwe...szczerze poznałem ją na TT rozmawialiśmy jakiś czas potem ja...ja się zakochałem. Udawałem, że kocham Tay i jej zasrany świat ale  dłużej nie umiałem. W dzień kiedy z nią zerwałem poczułem, że zdradzałem Meg to dlatego z nią zerwałem..i do dziś tego nie żałuję a wręcz przeciwnie jestem najszczęśliwszym facetem na tej planecie bo mam przy sobie skarb o który muszę dbać...-poczułam, że łzy walczą ze mną by wyjść na zewnątrz i lecieć po moich policzkach. Postanowiłam zejść już na dół do końca bo ładnie pachniało. Zeszłam na dół do kuchni i zobaczyłam Harrego krzątającego się po niej. Chciałam go pocałować z zaskoczenia ale do jadalni wszedł Zayn i głośno powiedział:
-wow, wyglądasz lepiej niż ja i jak Directionerka- Harry podskoczył i spojrzał na w wielkimi oczami:
- Meg, wiem, że mnie kochasz ale nie musiałaś tego ukazywać na bluzce. -podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-nie musiałam ale chciałam uśmiechnęłam się do niego. Stanęłam na palcami i musnęłam usta Harrego
-wiesz Meg, te twoje buty są zajebiste! - powiedział Zayn.
-wiem bo ja je kupiłam- drażniłam się z miłośnikiem lusterek
-czyżby sugerujesz, że moje ciuchy są do kitu bo nie ty je kupiłaś?
- nie powiedziałam, że są brzydkie ale mogły być lepsze- jego twarz była czerwona. Do kuchni weszła Nat by odnieść talerze ale gdy zobaczyła Zayna całego czerwonego rzuciła talerze na blat i podeszła do niego:
-Zayn, koteczku nic ci nie jest?
-co? Och nic, tylko twoja przyjaciółka uważa, że moje ciuchy mogłyby być lepsze...
-no wiesz...po części to ma rację...
-co?! ty też przeciwko mnie?
-ja nie jestem przeciwko to...
-dobrze, od dzisiaj jesteście naszymi stylistkami, ok?- Ja razem z Nat zaczęłyśmy skakać jak opętane. Tak, bycie stylistkami One Direction to było nasze marzenie no zaraz po fotografii w moim przypadku jakieś ręce objęły mnie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego loczka
-przykro mi Zayn ale Meg będzie, jest i była tylko moja i nie ważne czy jako księżniczka czy stylistka- cmoknął mnie w czoło i szepnął:
-wyglądasz bosko...a teraz idź do jadalni a ja zaraz przyniosę ci śniadanie- pokiwałam głową i ruszyłam do jadalni. Usiadłam tak by widzieć to co się dzieje za oknem. Obok mnie siedział Lou. Chyba się mnie bał bo
nie odzywał się do mnie. Położyłam swoją dłoń na jego i zapytałam:
-boisz się mnie?- on spojrzał na mnie wystraszonym wzrokiem
-jak mam się nie bać po tej aferze jakiś czas temu?
-masz rację...przepraszam- puściłam głowę zażenowana. Lou chwycił mój podbródek
-ej mała! Nie załamuj się tak! Wszystko jest okey. - lekko się uśmiechnęłam. Chyba to na niego nie zadziałało bo po chwili powiedział:
-jak twój uśmiech nie będzie szczery to ta marchewka będzie na ciebie zła, a jak ona jest zła to ja też- nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Po jakimś czasie się uspokoiłam i do jadalni wszedł Harry z dwoma talerzami naleśników:
-co się stało, że moja królowa się śmieje?- postawił talerze na stole i usiadł obok mnie. Podsunął mi talerz po nos a ja powiedziałam:
-nic...nic a nic- Harry popatrzył na mnie jak na idiotę. Wyglądał jak małe dziecko które przyłapało mamę na chowaniu słodyczy.
-na pewno?
-tak. Lou musi iść do psychiatryka.- Teraz Harry wybuchł śmiechem a ja zaraz po nim szatyn który nie wiedział o co chodzi jeszcze bardziej mnie rozśmieszył.
-ej! o co chodzi?
-nic moja kochana marcheweczko
-kochana? mam być zazdrosny?- Spojrzałam na loczka. Jego twarz była pokryta wielkim uśmiechem. Przybliżyłam się do niego i musnęłam jego usta:
-ej no błagam was! zaoszczędźcie mi tego!- wydarł się blondynek. Mieszkanie albo nawet przebywanie wśród nich źle na mnie wpłynie. To jakimi są idiotami...
-już dobrze, farbowany blondynku...


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz