Prolog:
*Perspektywa Meg*
Byłam rozbita. 2 miesiące temu straciłam rodziców bo zginęli w wypadku.Kilka miesięcy wcześniej straciłam chłopaka, którego kochałam nad życie... był dla mnie wszystkim.Gdyby żył wczoraj bylibyśmy parą równe 5 lat. Straciłam go przez głupi wypadek!
"Byliśmy w klubie bo tam odbywała się impreza Nat. Piotrek był bardzo pijany. Pokłócił się z kimś. Chciałam zapytać o co poszło. Lecz on mnie wyminął i wyszedł z klubu. Od razu za nim wybiegłam, zobaczyłam jak siada na motor. Podbiegłam do niego i wydarłam:
-Co ty do cholery robisz?!- wymachiwałam rękami w powietrzu. Zszedł z motoru podszedł do mnie, jego ręce "powędrowały" na moje biodra. Ja zaś owinęłam jego szyję rękami. Pochylił się w moją stronę i moje wargi spotkały się z jego wargami. Ten pocałunek był delikatny i czuły. Raz po raz przygryzał moją dolną wargę.
-Kocham Cię , Meg- wyszeptał mi do ucha. Mimo, że te 2 słowa słyszałam od niego tysiąc razy zawsze się uśmiechałam i i czerwieniłam jak wtedy gdy powiedział mi to pierwszy raz. Chwyciłam jego dłoń
-Też cię kocham, a teraz wracajmy....- nie dane było mi dokończyć bo Piotrek mi przerwał
-Nie Meg. TY wracasz do domu ja nie...
-Co?! Czemu?- głos miałam histeryczny
-Bo ja ostatni raz cię pocałowałem, powiedziałem "kocham Cię" czy przytuliłem- nie, to nie prawda. On mnie chyba nie zostawi. Czułam jak zły spływały mi po policzkach. Jemu też
Jednego nie rozumiałam. Dlaczego ma mnie zostawić? Co się stało? Z kim się tak kłócił?
-Dlaczego...mnie zostawiasz? Jeszcze przed chwilą mówiłeś mi, że mnie kochasz! Co się kurwa stało!- nic nie rozumiałam. Z sekundy na sekundę byłam bardziej zła
Kotku, uspokój się. Chcę by nasza ostatnia rozmowa była przyjemna, ja nadal cię kocham i nigdy nie przestane ale za godzinę...będzie po mnie...czy tego chcę czy nie...ja będę cię widywał z góry a ty mnie na zdjęciach...- rozpłakałam się na dobre...on mnie nadal kochał ale musiał umrzeć. Zaraz, zaraz musiał? Dlaczego? Moje rozmyślenia przerwał mi głos ukochanego:-Obiecaj mi jedno. Będziesz tak szczęśliwa z życia jak dziś rano. Dobrze? Obiecujesz?
-Dlaczego?- zapytałam ignorując jego słowa. Zostały nam ostatnie minuty bycia razem. Gdy umrze będzie nicość dla nas dwojga...PÓŹNIEJ nie będzie tak samo...
- Co dlaczego? Dlaczeo masz mi obiecać być szczęśliwa?
- Nie...dlaczego musisz zginąć?
-Dzisiaj są wyścigi motorowe. Musze wziąć w nich udział...
-Nie, nie musisz bo ja...
-Meg! jak nie będę startować to mnie...zabiją a jak wystartuję...to będzie koniec. Przepraszam- pocałował mnie delikatnie i usiadł na motor
-nie możesz!-spojrzał w moją stronę i powiedział:
-Przykro mi...- zobaczyłam jego mokre od płaczu policzki nie chciałam o stracić-...obiecaj mi że będziesz żyć jakbym był obok ciebie..bo będę...proszę obiecaj!- nie chciałam go do końca
zranić
-Obiecuję...- uśmiechnął się lekko i szepnął:-
-Żegnaj...kocham cię...- ruszył. Stałam i kręciłam głową patrząc jak pół mojego serca jedzie na śmierć. Czułam jakby pół mojego ciała właśnie..zmarła? Tak to dobre słowo by opisać co wtedy czułam "ponoć nadzieja umiera ostatnia" pomyślałam. Może jak się rano obudzę będę spała wtulona w niego?
*7:30*
Obudził mnie budzik. Przeklęłam bo poczułam ucisk w głowie. Od razu spojrzałam w bok by zobaczyć słodko śpiącego Piotrka... zastałam puste miejsce i nagle przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Szybko włączyłam telewizor na jakieś widomości:
"-Około godziny 1:00 nad ranem był tragiczny wypadek motorowy. Młody motorzysta nie miał szans na przeżycie" rozpłakałam się jak małe dziecko"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz