GRY

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 6

Za dwie godziny mamy samolot a ja nie jestem do końca spakowana. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej kilka podkoszulek, dwa stroje kąpielowe, dwa ręczniki, kilka par rurek, krótkie spodenki, trzy pary conversów, parę balerinek, japonki i jedne szpilki. Zapięłam torbę z ciuchami. Sięgnęłam po drugą i do niej schowałam moją kosmetyczkę, aparat, koc, kapelusz, ładowarkę, książki, laptopa, podusię i pieniądze. Zadowolona z siebie usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół i otworzyłam. W drzwiach zobaczyłam loczka z walizką. Z racji, że byłam w dresach zaprosiłam Harry'ego a sama pobiegłam do góry by coś wybrać. Postanowiłam założyć krótkie jeansowe spodenki, czarną bluzkę w koronkę. Włosy spięłam w koka. Postanowiłam się za mocno nie malować więc jedynie lekko podkreśliłam rzęsy tuszem.
Zeszłam na dół i zobaczyłam jak Harry bierze walizki do auta. Gdy schował już ostatnią ja zamknęłam drzwi i ruszyliśmy. Po drodze było pełno śmiechu jak i romantyczności. Harry co chwila szeptał mi do ucha. Dzisiaj jest 4 lipca więc 2 tygodnie do moich urodzin. Nikt oprócz Nat nie wiedział kiedy je miałam. Nie chciałam mówić ponieważ wiedziałam, że nakupują wiele niepotrzebnych rzeczy. Byłam szczęśliwa bo miałam wszystko co chciałam. Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.
-tak?
-odleciałaś. O czym tak myślałaś?
-um...o niczym. Tak po prostu.- uśmiechnęłam się do niego
-hm...dobra nieważne, jesteśmy na miejscu- spojrzałam przez okno i zobaczyłam krajobraz Australii. Wstałam z miejsca i wyszłam z samolotu. Było wiele fanów ale Harry chwycił mnie za rękę i siedliśmy do auta.
                                                                                  *
Wchodziliśmy do hotelu a ja prawie zawału zostałam widząc hol. Nie dość że był ogromny to można łatwo się zgubić. Chwyciłam Harry'ego za rękę i podeszliśmy do recepcji. Przywitała nas młoda blondynka chyba mojego wieku. Miała długie, proste włosy i ciemne oczy. Jej uśmiech wydawał się szczery ale wiedziałam, że zarywa do mojego kota.
-poprosimy pokój który zarezerwowałem na tydzień.- Harry w ogóle nie przejmował się tą dziewczyną. Na kilometr można by zobaczyć jak do niego zarywa. Aż się we mnie gotowało by jej przywalić.
-tak. Dwa pokoje?- zapytała blondynka.
-to chyba jakieś nieporozumienie. Ja zarezerwowałem jeden dwuosobowy pokój.- Tej szpetnej lasce aż szczęka opadła słysząc to. Nie mogłam uwierzyć jak Harry ją spławił.
-aham...przepraszam, moja wina źle spojrzałam. Proszę pokój 316 na 3 piętrze- podała Hazzie klucze.
Uśmiechnęła się do niego a mnie zmroziła wzrokiem.
Odeszliśmy a Harry chwycił moją dłoń i splótł nasze palce. Cmoknęłam go w policzek i ruszyliśmy  przed siebie. Kilka razy błądziliśmy ale w końcu odnaleźliśmy nasz pokój.Był ogromny ale przytulny. Z łóżka był widok na ocean. Aż zamarłam z zachwytu.Pokój był jasny.
-ładnie tu...-wyszeptałam. Poczułam jak obejmuje mnie od tyłu.
-cieszę się, że ci się podoba- mruknął mi do ucha. Odwróciłam się do niego i zaczęłam go całować. Pocałunek nie był przez kogoś kontrolowany. Nasze języki działały same. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się a w nich stała ta blondi
-ah...przepraszam ale przyniosłam posiłek na powitanie- uśmiechnęła się do Harry'ego i wyszła z pokoju. Spojrzałam na niego i nasze spojrzenia się skrzyżowały.
-Harry...mam dość tej pustej blondi...-jęknęłam a on mnie przytulił
-ja też. Nie wiem czemu nie umie zrozumieć, że nie ma umie szans. Jestem zajęty już na zawsze- te słowa były piękne. Nie mogłam zaprzeczyć...
-cieszę się, że tak mówisz
- to co robimy?
-nie mam zielonego pojęcia- pokręciłam głową. Harry'ego to rozbawiło
-hmm...zakupy?
-nie wiem czy to dobry pomysł...-nie miałam zbyt wiele pieniędzy by iść na zakupy.
-dlaczego?- chwycił mnie w pasie
-nie mam zbyt wiele kasy...
-to ja ci kupię i tak planowałem ci kupić piękną sukienkę i idziemy na kolację dzisiaj a jutro na galę. Przyjadą chłopcy ale tylko na chwilę.
-ja na galę? Z wami? Po cholerę?
-hm...no wiesz jako osoba towarzysząca...bo wiesz jesteś moją dziewczyną i nie chcę iść z kimś innym...
-oj...Hazza jak słodko...ale i tak weźmiesz kogoś innego- cmoknęłam go w policzek i rzuciłam się na łóżko. Chwilę później koło mnie pojorzył się Harry.
-koteczku dlaczego nie chcesz iść?- podparł się na łokciach. Jedną rękę dał po drugiej stronie mojego ciała. Jego usta były bardzo blisko moich.
-bo...bo nie
-proszę- musnął moje usta
-Hazza ja się boję iść tam!
-dlaczego?
-bo ja jestem zwykłą dziewczyną bez żadnych zdolności
-kłamiesz. Masz talent fotografowania. Nie jesteś zwykłą dziewczyną. Zauroczyłaś sobą samą mnie. A to nie jest takie łatwe- zaśmiałam się na ostatnie słowa. Postanowiłam iść, ale wpierw się z nim podrażnię
-hm...nie wiem, nie wiem
-no proszę.- wstał z łóżka i pociągnął mnie.-siedź tu!- nakazał róg łóżka.Usiadłam i zaczęłam obserwować co on robi. klęknął na kolana i zapytał z miną kociaka:
-pójdziesz jutro ze mną?- on tak słodko wygląda.
-okey...ale jeden warunek- podniosłam do góry palec wskazujący
-jaki?- macał mi uda co było cholernie miłe
-będziesz mnie całować- Hazza się zaśmiał
-dobrze ale i tak bez tego warunku bym to robił- wstał chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy na zakupy.
                                                                             *
Byliśmy już w 50 sklepie z sukienkami ale żadna nie była idealna. Już mieliśmy wychodzić gdy zobaczyłam lekko różową bez ramiączek dookoła talii była czarna wstążka. Była idealna.
-ładna jest...-wyszeptałam cicho. Poczułam ręce Harry'ego w mojej talii.
-masz rację, jest cudna. Kupujemy?- zobaczyłam cenę i o mało nie zemdlałam.
-raczej nie...
-dlaczego? Przecież jest idealna. Co jest nie tak?
-cena. Jest. Kosmiczna...-wyszeptałam odwracając się do niego. On się uśmiechnął i musnął moje usta.
-nie przejmuj się...zapłacę dla cie...
-ale to jest dużo- natychmiast mu przerwałam.
-no i co? Chcę pokazać mojej księżniczce jak bardzo ją kocham- cmoknął mnie w czoło
-niech ci będzie...zbyt łatwo ci ulegam.
-robisz to z czystej miłości do mnie-wymruczał do mnie. Spojrzałam w stronę okna i zobaczyłam tłumy ludzi przed sklepem lepiących się do szyby.
-Haz czemu ich tak dużo?- Harry spojrzał w tamtą stronę i im pomachał ci za szybą zaczęli piszczeć jak opętani
-to są fani. Idziemy do nich?-zrobiłam ogromne oczy i spojrzałam na niego. Szybko pokręciłam przecząco głową. A Haz za to odchylił głowę do tyłu i zaczął się śmiać
-dlaczego?
-bo oni pożrą mnie w całości!- niemal pisnęłam
-kotku, nie bój się. Chodź zapłacimy za suknię i pójdziemy do nich-jęknęłam ale nie chciałam sprawić przykrości Harry'emu  więc nie komentowałam. Hazza zapłacił i ruszaliśmy w stronę wyjścia. Loczek chwycił mnie za dłoń i szepnął:
-nie bój nic ci nie zrobią, obiecuję- cmoknął mnie w czubek nosa i wyszliśmy. Ilość decybeli jaka dotarła do moich uszu była tak duża, że aż głowa mnie rozbolała. Harry pociągnął mnie w tłum fanek. Harry je wszystkie uciszył mówiąc:
-bądźcie cicho albo my pójdziemy! -nagle nastała grobowa cisza przerywana odgłosami innych ludzi, aut, szumu fal. -idealnie- powiedział Harry. Nagle czyjaś dłoń poszła w górę- tak? zapytał Hazza
-hm...pobawimy się w pytania?- zabawa w pytania? O co w tym chodziło? Spojrzałam na tłum. Wszyscy kiwali głową na tą propozycję.
-dobrze, ale nie będziemy stać na ulicy. Chodźmy do parku. Usiądziemy na trawie i pogadamy. - usłyszałam jak wszyscy się cieszą, że sam Harry Styles chciał z nimi porozmawiać. Poszliśmy do pobliskiego parku. Znaleźliśmy tak jakby polanę. Był to zwykły okrąg zielony.Każdy usiadł tak by słyszeć siebie nawzajem obok nas usiadły bliźniaczki nie miały więcej niż 10 lat.
-więc  tak- zaczął Hazza. Ja się wtuliłam w niego.- pobawimy się w pytania będziemy tak odpowiadać przez...-spojrzał na zegarek-...przez 3 godziny. Do 16- wszyscy pokiwali głowami i usiedli w kółku.
-więc idziemy po kolei. Ja zaczynam. To może nie będzie pytanie ale tak będzie szybciej. Niech każdy z was opowie o sobie. Zaczynamy idziemy po kolei.- przez 30 minut każdy opowiadał o sobie. Gdy dotarło do ostatniej osoby czyli jakieś brunetki chyba Patrycji z niebieskimi oczami. Myślałam, że teraz fani będą zadawać pytania ale się myliłam
- no teraz ty, księżniczko opowiedz coś nam- wymruczał Haz
-no więc tak. Mam na imię Megan jestem z Polski i mam 18 lat. Wszyscy znajomi w Polski mówili mi, że ja jestem mieszanką Hazzy i Lou uważali tak bo mam takie włosy jak loczek ale dłuższe- tu się wszyscy lekko zaśmiali- i takie oczy jak Lou. Nie widziałam nic w tym niezwykłego ale nie czepiałam się. Lubię fotografować i słuchać One Direction. Zawsze gdy słyszę ich piosenki chce mi się robić zdjęcia więc można uznać, że się dla mnie inspiracją- uśmiechnęłam się gdy usta Hazzy dotknęły mojego policzka. Wszyscy fani zebrani powiedzieli ciche ''aww...''- to chyba tyle.
-więc kochani teraz czas na wasze pytania. -Dziewczyna w wieku chyba 17 lat podniosła rękę. Harry spojrzał na nią a ona zapytała:
-kiedy weźmiecie ślub? Błagam oby jak najszybciej bo słodko razem wyglądacie- wszyscy wszyscy zgodzili się z nią co spowodowało u mnie zachwyt. Chciałam odpowiedzieć ale Harry był szybszy:
-hm...nie zastanawialiśmy się nad tym. To jest zbyt wcześnie. Jesteśmy razem nie cały tydzień- było wyraźnie słuchać marudzenie niezadowolenia.- ale nie martwcie się. Meg jest spaniałą osobą i nie pozwolę jej odejść no chyba, że zakocha się w kimś innym wtedy pozwolę odejść- było wyczuć nutkę smutku w jego głosie. Dla mnie było nie do pojęcia jak mogłabym go zostawić? Odwróciłam się do niego i powiedziałam:
-nigdy, przenigdy cię nie zostawię. Obiecuję. -musnęłam jego usta. Odsunęłam się od niego i głośno zapytałam:
-no kto następny?!- do góry poszło pełno rąk a ja wybrałam rudą dziewczynę chyba 18-20 lat.
-mogłabym się z tobą zaprzyjaźnić?
-jasne, że tak.Każdy może- uśmiechnęłam się szeroko by jej pokazać, że ja nie kłamię. Następne pytania były tak banalne, że te trzy godziny szybko upłynęły. Już mieliśmy iść gdy do nas podbiegła ta ruda dziewczyna.
-coś się stało? -zapytałam
-nie, nic tylko ja na serio chcę się z tobą zaprzyjaźnić. Wydajesz się być miłą dziewczyną- uśmiechnęłam się na słowa
-i taka jest- dodał Harry całując mnie w włosy. Ta dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do przodu
-jestem Karolina
-miło nam- odpowiedziałam.  Wydawała się być fajną dziewczyną. Chciałabym się z nią zaprzyjaźnić ale do głowy wpadło mi jedno pytanie:
-czy ty chcesz się ze mną zaprzyjaźnić bo znam One Direction jak własną kieszeń?
-co? Nie, nie! Ja chcę się z tobą przyjaźnić bo też jestem z Polski- Ta wiadomość zbiła mnie ztropu
-okey. Ale to nie znaczy, że musisz się ze mną przyjaźnić
-dobrze. Prawda jest taka, że ja znam cię od zawsze byłyśmy kiedyś przyjaciółkami ale ja wyjechałaś jak miałaś 5 lat. Masz prawo nie pamiętać ale ja skojarzyłam ciebie. Nic a nic się nie zmieniłaś po za wzrostem i urodą- to nie mogła być prawda. Przecież ja pamiętam wszystkich przyjaciół. Wiem, że w wieku 5 lat przeprowadziłam się ale ja uznałam, że nie znałam stamtąd nikogo a tu taka niespodzianka. Postanowiłam sprawdzić czy wie jak miał na imię mój pies.
- Dla sprawdzenia czy nie kłamiesz jak miał na imię mój pies?- Hazza i Karolina wybuchnęli śmiechem. Nie wiem co ich rozbawiło.
-twój pies miał na imię Loki i był to owczarek niemiecki-szczęka mi opadła. Ona nie kłamała
-wow. Przepraszam, że cię nie pamiętam ale nie mam ani jednego zdjęcia naszego. Jak to możliwe, że nawet nic nie pamiętam?- Oni razem spojrzeli na mnie zdziwieni a dosłowniej jak na idiotę.
-um...księżniczko, byłaś kiedyś w śpiączce?
-tak a co?- spojrzałam na niego. Dookoła nas znowu powstawał tłum fanów.
-kiedy?- zapytała Karolina. O co im chodziło?!
-hm...jak skończyłam 6 lat miałam wypadek i zapadłam w śpiączkę a obudziłam się pół roku później. Nie pamiętałam niczego co było wcześniej ale wtedy poznałam Piotrka...-spuściłam głowę na samo wspomnienie. Harry mocniej mnie do siebie przytulił.
-cieszę się, że cię mam- wyszeptałam tak by tylko on usłyszał. Uśmiechnął się do mnie
-Piotrka?- zapytała Karolina- kim on jest?
-nie znasz. Ja też i nie chcę go znać- w jego głosie można było usłyszeć nutkę zazdrości 
-Uuu...Harry Styles zazdrosny- droczyła się z nim Karolina, moja była przyjaciółka. Wszyscy się zaśmialiśmy
-a tak na poważnie czym się teraz zajmujesz Karolina?
-hm...jestem zawodową malarką. Oni...-wskazała palcem na loczka. Co ten bardzo się zdziwił- ...oni w tą sobotę są umówieni na portret do mnie i mojej koleżanki. Bardzo cieszę z tego, że będę mogła namalować na żywo moich idoli i ich spotkać ale jak widać teraz mam jeszcze większe szczęście- uśmiechnęła się do nas
-co masz na myśli? -zapytałam mocniej tuląc się plecami do torsu Hazzy. Gdzieś miałam tego, że stoimy na środku parku a dookoła jest wielu ludzi a między innymi reporterów
- to, że przed moimi oczami stoi przepiękna para która ma ode mnie rozkaz się pobrać. Spotkałam swojego idola i odnalazłam swoją przyjaciółkę
-Ooo...jak miło! - uwolniłam się z uścisku Harry'ego i podeszłam do dziewczyny by ją przytulić.- od teraz jesteśmy przyjaciółkami. Ale mam pytanie ty tutaj mieszkasz? -ona pokręciła głową przecząco z uśmiechem na twarzy. Ja odsunęłam się od niej
- nie. Jestem tu na wakacjach od wczoraj i wracam za tydzień. Przyjechałam tu z powodu bo wiem, że tych pięciu wariatów być może spotkam i chciałam odpocząć od Londynu
-ty mieszkasz w Londynie? Oraz wracasz wtedy co my?- pokiwała głową - więc wracasz z nami i zamieszkasz ze mną i Natalią...
- o Boże naprawdę? Jezu dziękuję! -poczułam jak loczek obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego i cmoknęłam go w usta
-dobra a teraz się zbieramy do hotelu. -ogłosił Haz i ruszyliśmy. Było po 17 a na 20 Harry zabiera mnie na randkę

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5

Było grubo po północy a ja dopiero teraz kładę się do łóżka. Po tej akcji z kosmitami przypomniało mi się o rozmowie i udało mi się przekonać chłopaków byśmy pogadali z Paulą. Na początku gdy tylko się z nią połączyłam zaczęła piszczeć ale szybko się uspokoiła. Gadaliśmy tak z 2 godziny. Potem ja zostałam sama z Harrym w pokoju i gadaliśmy. Teraz jestem w domciu padnięta...zasnęłam od razu.
Ledwo otworzyłam oczy a już czułam jak Nat gotuje. Zaraz, zaraz...skoro Nat robi śniadanie to kto leży ze mną? Otworzyłam oczy i zobaczyłam motyla wytatuowanego na torsie
-Harry?-odchrząknęłam bo miałam miałam grypkę i podniosłam głowę. Moje oczy spotkały się z intensywną zielenią.
-tak skarbie? - wyglądał nieziemsko. Grzywka mu opadała na czoło a kosmyki na oczy. Poprawiłam ją, a na jego twarzy pojawił się uśmiech z tak uwielbianymi prze zemnie dołeczkami
-co tu robisz?- dotknęłam jego dołeczki były fajne(xd), zawsze je dotykałam przez monitor. Teraz były takie prawdziwe.
- wczoraj wróciłem z Nat tutaj. Chciałem z tobą porozmawiać ale spałaś więc postanowiłem zostać i rano z tobą porozmawiać-szczerze? Nie wiedziałam o czym chce ze mną rozmawiać...
-o czym?- zmarszczyłam brwi
-hm...no wiesz teraz są wakacje... więc może pojechalibyśmy... gdzieś na tydzień tylko my...?- byłam szczęśliwa. Bo mój chłopak chce zabrać mnie na wakacje i się zawstydził pytając
-chętnie. Dokąd chciałbyś ze mną pojechać?- bardzo marzyłam o Australii
 - a gdzie chcesz?
-hm...do Australii?-wiem, że to było niegrzecznie z mojej strony bo można pomyśleć, że lecę na jego kasę. Postanowiłam zapłacić połowę
-to dobrze bo też chcę tam jechać- pocałowałam go w policzek i szepnęłam:
-to jedziemy ale ja płacę za siebie - Harry odsunął mnie lekko i spojrzał na mnie z nieznanym mi wyrazem twarzy-powiedziałam coś nie tak?
-tak. Dlaczego masz za siebie płacić?- więc o to mu chodziło... jakoś nie przeszkadzało mi zapłacenie za siebie więc nie rozumiem dlaczego ma taki problem...
-hm....no bo  nie chcę ci się narzucać. Zapłacę i będzie dobrze ok?
-nie, nie zgadzam się. Ja płacę za nas dwoje i koniec tematu
-ale...
-żadne ale!- uznałam, że nie ma sensu się kłócić więc jedynie go pocałowałam i wstałam z łóżka. Jak na moje nieszczęście okazało się, że spałam w samej...bieliźnie. Jaka klapa...szybko chwyciłam szlafrok. Chciałam go założyć ale loczek wyrwał mi go z ręki
Hazza!-odwróciłam się do niego a on był w samych bokserkach. Położyłam dłonie na jego torsie i powiedziałam- oddaj mi ten szlafrok!- on jedynie co zrobił to pokręcił głową. Nachylił się do mnie i zaczął mnie całować. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach a moje ręce były tam gdzie wcześniej.
-pięknie wyglądasz-mruknął Harry między pocałunkami. Przybliżyłam się jeszcze bliżej niego.
-ty też. Nigdy nie widziałam ładniejszego boga...-Harry zaśmiał się
-nie pochlebiaj mi...- zobaczyłam, że jego policzki nabierają purpurowego koloru. cmoknęłam go jeszcze raz w usta i i szepnęłam:
-wygląda na to, że często to będę robić bo słodko się rumienisz. A co do wyjazdu....to kiedy jedziemy?-Hazza nachylił się i cmoknął mnie w czoło. Podniosłam wzrok. Tak dopiero teraz przyznaję, że jestem od niego o wiele niższa ja mam 153 centymetry a on 180. Trochę dużo nas dzieli równe 27 centymetrów.
-jedziemy pojutrze...chciałem jutro ale pochowałabyś mnie żywcem, że dałbym ci tak mało czasu na spakowanie- uśmiechnęłam się. Stanęłam na palcach i musnęłam jego policzek.
-kocham cię, Haz- szepnęłam. Chciałam iść do łazienki ale Harry mnie przyciągną do siebie i mocno przytulił.
-Harry, bo mnie udusisz!- odsunął się i uśmiechnął się słodko. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka informując, że ktoś chce się dostać do domu. Chciałam iść ale Haz nie puszczał mojej ręki.
-Kotku...muszę otworzyć-on jedynie pokręcił głową i znów mnie pocałował- na dole jest Nat otworzy...-ktoś zaczął się dobijać do moich drzwi. Po głosie poznałam kto to:
-Ludzie wychodzić! Mieliście na to całą noc! Jak nie wyjdziecie to poszczu...-Hazza nie został bez winny oddał mu na zaczepkę
-ty marchewkowy zboczeńcu! My nic nie robiliśmy, nie robimy i nic nie będziemy robić...chyba!- spojrzałam na niego zdeterminowana. Chyba? On żartuje!?
-a nie mówiłem!? Jestem pewny, że są w samej bieliźnie i się macają a zaraz jego marchewka...- gdy skojarzyłam o czym mówi nie wytrzymałam
-Louis, do cholery! MY nic nie robimy! Jedynie to rozmawiamy o wakacjach a Harry zaraz wyjdzie z pokoju by ci dokopać za skojarzenia i by zrobić mi śniadanie więc masz 3 sekundy na ucieczkę!- Jestem pewna, że na twarzy mam buraka ze złości. Chyba już nikogo nie było po drugiej stronie drzwi bo było cicho. Byłam bardzo wkurzona. Dłonie miałam zaciśnięta w pięści
-Koteczku, uspokój się. Zaczynam się bać. chodź przylu...
-Harry nie słyszałeś co mówiłam?! Marsz do kuchni  zrobić mi śniadanie! Teraz!- On wystraszony w samych bokserkach wyszedł z pokoju. Poszłam do łazienki i zaczęłam płakać. Stara ja wróciła...ja jej nie chciałam. Nie chciałam znowu ranić bliskich...- Podeszłam do szafki i wyciągnęłam mały woreczek z białym proszkiem. Była to marihuana. Kupiłam to 2 dni po śmierci rodziców ale ni miałam odwagi tego wziąć. Otworzyłam woreczek i trochę wysypałam na blat przykucnęłam już miałam zaciągnąć gdy nagle drzwi od
łazienki się otworzyły a w nich stał Harry.
-Wyjdź z stąd!- wydarłam się patrząc na niego. On jednak się nie posłuchał, podszedł do mnie. Wyrwał mi woreczek z proszkiem a to co było na blacie strzepnął na podłogę. Resztę spłukał w kiblu -Harry, kurwa co ty robisz? Miałeś mi zrobić śniadanie!- On jednak na mnie patrzył z smutnymi, zdeterminowanymi oczami. Zrobiło mi się go żal. Chciałam do niego podejść ale on się wyrwał.
*perspektywa Harrego*
Jak ona mogła?! Wczoraj i jeszcze chwilę temu taka nie była! Co się stało?Zaczęła do mnie podchodzić ale ja się oddalałem kręcąc głową... Zatrzymałem się...jednak....spojrzałem w jej oczy. Znów były takie jak wczoraj przed randką. Smutne.
-Zawiodłem się na tobie...chyba...chyba nic z tego nie będzie...- tylko tyle byłem wstanie wypowiedzieć .
Miałem wyjść gdy złapała mnie za rękę, Odwróciłem się do niej i zobaczyłem, że płacze. Ale...ale dlaczego?
-nie zostawiaj mnie! Ja cię kocham! Ten narkotyk miał być moim pierwszym Kupiłam to świństwo 2 dni po śmierci rodziców...Chciałam wziąć bo powróciłam stara ja...
-czyli?- nic a nic nie rozumiałem. Stara ona? Była kiedyś taka? Wulgarna, niemiła dla otoczenia? Ja miałem ją za anioła za niewinną dziewczynę...
-kiedyś byłam taka jak chwile temu...byłam taka bo to Piotrek mnie zmienił...Gdy byliśmy ze sobą 3 lata. Powiedział mi, że jak będę taka miła i niewinna to mnie rzuci. Ja go bardzo kochałam i...i się zmieniłam. Zawsze gdy dawał mi narkotyki wyrzucałam je. Nie chciałam tego próbować. Mimo, że tak się zmieniłam. Miałam wulgarne słownictwo, szybko padałam w szał ale nigdy, przenigdy nie spróbowałam alkoholu, narkotyków, papierosów i w ogóle. Wszyscy uważali, że mogłabym nawet zabić człowieka by tylko być z Piotrkiem, ale to jest nie prawda...nie skrzywdziłabym nawet muchy! Morze i bardzo go kochałam ale nigdy bym tego nie zrobiła...- płakała dalej. Przyciągnąłem ją do siebie. Poczułem mokre plamy na moim ramieniu. -skarbie...przestań płakać... kochałaś?- zapytałem ni zwą ni stąd. Ona spojrzała na mnie jak na debila. Strasznie zachciało mi się śmiać ale wiedziałem, że nie czas ani miejsce na śmiech.
-co?
-czemu powiedziałaś, że "kochałaś" Piotrka? Przecież ty...ty go "kochasz"- spuściłem głowę bo taka była prawda. Dla niego zrobiła wszystko i dalej robi...Meg chwyciła mnie za podbródek i zakała mi patrzeć w jej oczy. Były takie piękne. Jej niebieskie oczy aż błagały by ktoś ją pokochał tak mocno jak ona jego...
-skarbie, ja go KOCHAŁAM teraz kocham ciebie. Gdyby nie ty dalej bym siedziała w pokoju i się nad sobą użalała ale dzięki twojej miłości...na nowo ożyłam... Kocham tylko Ciebie, misiaczku...- schyliłem się by pocałować jej piękne, pełne czerwone usta. Miała jej takie delikatne. Nie wyobrażałem sobie jej takiej...agresywnej. Odsunęła się ode mnie  a ja szepnąłem:
-idę ci zrobić śniadanie- już miałem wychodzić ale Meg powiedziała:
-nie musisz...mówiłam to pod presją...byłam zła i nie panowałam nad sobą...przepraszam- odwróciłem się do niej. Była taka niewinna. Jej ciało było skulone a twarz smutna...
-koteczku, zrobię ci je tylko dlatego, że na nie zasługujesz i bardzo cię kocham...-uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem z pokoju. Jak zamknąłem drzwi usłyszałem
-też cię kocham. Poproszę naleśniki z nutellą!- zaśmiałem się dziękując Bogu, że znalazłem taki skarb a nie jakiegoś pustaka.
*perspektywa Megan*
ubrałam się w miętowe rurki, białą bluzkę z napisem ''love Harry'' bejsbolówkę z znaczkiem One Direction ''1D'' po lewej stornie. Założyłam moje ulubione conversy i zeszłam na dół po drodze zakładałam zegarek i naszyjnik. Usłyszałam rozmowę Harrego przez telefon. Zatrzymałam się i podsłuchałam. Wiem to było niegrzeczne z mojej strony ale musiałam.
- nie Taylor! Nie kocham cię! Kogo kocham?...Dowiesz się dzisiaj!...w dupie cię mam muszę kończyć bo moja księżniczka jest więcej warta niż ty! Kończę...- nie mogłam uwierzyć...Harry zrezygnował z rozmową z samą Taylor Swift dla mnie i nazwał mnie księżniczką...
- Harry wszystko w porządku?- chyba Zayn nie byłam pewna-
yyy...tak. Taylor nie umie pogodzić się z tym, że zostawiłem ją dla Meg...- ''WoW'' pomyślałam
- na pewno dla niej?
a co sugerujesz?
-no to, że zostawiłeś Taylor dla niej to nie w twoim stylu, stary...
-nie kumam
-chodzi  o to, że jesteś z nią od wczoraj a z Tay zerwałeś 2 miesiące wcześniej- odezwał się Niall
-blondyn ma rację- powiedział jak zawsze poważny Liam
-eh...niech wam będzie. Zakochałem się w Meg już 5 miesięcy temu...-to nie było dla mnie nowością no ale żeby zerwać z Taylor dla kogoś kogo się nie zna? To było chore ale zarazem słodkie...
-Haz, ale jak? Przecież ty jej nie znasz! To nie możliwe...-powiedział...jak to Harry nazwał?...a już wiem...marchewkowy zboczeniec
-Lou, wszystko jest możliwe...szczerze poznałem ją na TT rozmawialiśmy jakiś czas potem ja...ja się zakochałem. Udawałem, że kocham Tay i jej zasrany świat ale  dłużej nie umiałem. W dzień kiedy z nią zerwałem poczułem, że zdradzałem Meg to dlatego z nią zerwałem..i do dziś tego nie żałuję a wręcz przeciwnie jestem najszczęśliwszym facetem na tej planecie bo mam przy sobie skarb o który muszę dbać...-poczułam, że łzy walczą ze mną by wyjść na zewnątrz i lecieć po moich policzkach. Postanowiłam zejść już na dół do końca bo ładnie pachniało. Zeszłam na dół do kuchni i zobaczyłam Harrego krzątającego się po niej. Chciałam go pocałować z zaskoczenia ale do jadalni wszedł Zayn i głośno powiedział:
-wow, wyglądasz lepiej niż ja i jak Directionerka- Harry podskoczył i spojrzał na w wielkimi oczami:
- Meg, wiem, że mnie kochasz ale nie musiałaś tego ukazywać na bluzce. -podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-nie musiałam ale chciałam uśmiechnęłam się do niego. Stanęłam na palcami i musnęłam usta Harrego
-wiesz Meg, te twoje buty są zajebiste! - powiedział Zayn.
-wiem bo ja je kupiłam- drażniłam się z miłośnikiem lusterek
-czyżby sugerujesz, że moje ciuchy są do kitu bo nie ty je kupiłaś?
- nie powiedziałam, że są brzydkie ale mogły być lepsze- jego twarz była czerwona. Do kuchni weszła Nat by odnieść talerze ale gdy zobaczyła Zayna całego czerwonego rzuciła talerze na blat i podeszła do niego:
-Zayn, koteczku nic ci nie jest?
-co? Och nic, tylko twoja przyjaciółka uważa, że moje ciuchy mogłyby być lepsze...
-no wiesz...po części to ma rację...
-co?! ty też przeciwko mnie?
-ja nie jestem przeciwko to...
-dobrze, od dzisiaj jesteście naszymi stylistkami, ok?- Ja razem z Nat zaczęłyśmy skakać jak opętane. Tak, bycie stylistkami One Direction to było nasze marzenie no zaraz po fotografii w moim przypadku jakieś ręce objęły mnie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego loczka
-przykro mi Zayn ale Meg będzie, jest i była tylko moja i nie ważne czy jako księżniczka czy stylistka- cmoknął mnie w czoło i szepnął:
-wyglądasz bosko...a teraz idź do jadalni a ja zaraz przyniosę ci śniadanie- pokiwałam głową i ruszyłam do jadalni. Usiadłam tak by widzieć to co się dzieje za oknem. Obok mnie siedział Lou. Chyba się mnie bał bo
nie odzywał się do mnie. Położyłam swoją dłoń na jego i zapytałam:
-boisz się mnie?- on spojrzał na mnie wystraszonym wzrokiem
-jak mam się nie bać po tej aferze jakiś czas temu?
-masz rację...przepraszam- puściłam głowę zażenowana. Lou chwycił mój podbródek
-ej mała! Nie załamuj się tak! Wszystko jest okey. - lekko się uśmiechnęłam. Chyba to na niego nie zadziałało bo po chwili powiedział:
-jak twój uśmiech nie będzie szczery to ta marchewka będzie na ciebie zła, a jak ona jest zła to ja też- nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Po jakimś czasie się uspokoiłam i do jadalni wszedł Harry z dwoma talerzami naleśników:
-co się stało, że moja królowa się śmieje?- postawił talerze na stole i usiadł obok mnie. Podsunął mi talerz po nos a ja powiedziałam:
-nic...nic a nic- Harry popatrzył na mnie jak na idiotę. Wyglądał jak małe dziecko które przyłapało mamę na chowaniu słodyczy.
-na pewno?
-tak. Lou musi iść do psychiatryka.- Teraz Harry wybuchł śmiechem a ja zaraz po nim szatyn który nie wiedział o co chodzi jeszcze bardziej mnie rozśmieszył.
-ej! o co chodzi?
-nic moja kochana marcheweczko
-kochana? mam być zazdrosny?- Spojrzałam na loczka. Jego twarz była pokryta wielkim uśmiechem. Przybliżyłam się do niego i musnęłam jego usta:
-ej no błagam was! zaoszczędźcie mi tego!- wydarł się blondynek. Mieszkanie albo nawet przebywanie wśród nich źle na mnie wpłynie. To jakimi są idiotami...
-już dobrze, farbowany blondynku...


























sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 4

Nie mogłam uwierzyć, że 10 centymetrów ode mnie stoi prawdziwy bóg...zobaczyłam czyjąś rękę machającą mi przed oczami. Oprzytomniałam.
-yyy...tak?- poczułam że moja policzki nabierają czerwonego koloru...
-nic skarbie ale chciałbym iść...-lekko się uśmiechnęłam. Wyciągnęłam do Harry'ego rękę. On ją chwycił i splótł nasze palce.
*15 minut później*
Chodziliśmy ulicami Londynu. Wieczorem był magiczny. Zobaczyłam, że z pod Big Ben'a biegną reporterzy w naszą stronę...trochę się wystraszyłam. Przytuliłam się do Harry'ego z obawą że oni m go zabiorą.
-Meg, kochanie nie bój się. Jestem przy tobie. Jedyne co masz robić to iść koło mnie i oddychać.- spojrzałam na niego i on wykorzystał to i mnie pocałował. Był to wolny i delikatny pocałunek. Taki jakby niewinny...
-kocham cię Harry- wyszeptałam. Loczek się uśmiechnął do mnie i odpowiedział:

- ja ciebie też. Kocham cię bardziej niż cały świat razem wzięty...-teraz to ja się uśmiechnęłam. Chwyciliśmy się za ręce i ruszyliśmy przed siebie. Gdy dotarliśmy do restauracji zaczęły błyskać flesze. Nienawidziłam za to tych ludzi. Nie znają za grosz szacunku dla sław...Zaczęłam przysłuchiwać tego o mówią ale nie dałam rady. Przekrzykiwali się nawzajem. Weszliśmy do restauracji. To było ukojenie dla moich uszu. Rozejrzałam się po otoczeniu. Było...romantycznie:

- skarbie, tu jest pięknie...-wyszeptałam. Odwróciłam głowę w stronę Harry'ego. Patrzył przed siebie z uśmiechem jakby się zastanawiał nad czymś miłym. W tle słyszałam piosenkę One Direction- Half a Heart akurat Harry śpiewał. Uwielbiałam ten fragment.
- lubisz tą piosenkę?- zapytał mój ukochany. Spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty. Wiem, że to zabrzmi dziwnie ale ja tonęłam w jego zielonych oczach. Było widać, że to co do mnie czuje jest prawdziwe.
-tak, uwielbiam tą piosenkę.-powiedziałam szczerą prawdę.
-ja też. Kiedy ją pisaliśmy ja miałem takie uczucia jak w niej...- nie rozumiałam. Czyżby ta piosenka była o jego byłej za którą tęsknił?
-nie rozumiem....- Harry chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy do stolika. Chciałam ponownie zapytać ale podszedł kelner. Spojrzałam na Harry'ego
-poproszę Mięso z kraba zapiekane z makaronem  i do tego czerwone wino- spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy. -yhm...dla mnie to samo- kelner zapisał i odszedł. Postanowiłam wrócić do rozmowy.
-dlaczego "Half a Heart" jest twoją ulubioną piosenką?- bałam się odpowiedzi
- bo prawda jest taka że ja nie poznałem cię dzisiaj po południu.-ta odpowiedź mnie zdziwiła. Ja go też niby dzisiaj nie poznałam ale on był sławny
możesz jaśniej?- naprawdę nic nie rozumiałam...niby kiedy mnie poznał?
- czy na twitterze masz w obserwowanych Edwarda Cox'a?- ciekawe skąd wie? 
-tak mam. On też mnie ma. O co  chodzi?- kompletnie nic nie rozumiałam
-więc tym Edwardem jestem ja...- co? On? O Jezu ja od 5 miesięcy rozmawiałam z Harry'm Styles'em! 
-jak? Dlaczego?
-bo jak czytałem życzenia urodzinowe od fanów i najbardziej spodobało mi się twoje. Zdjęcie też było piękne więc wszedłem na twoje konto poczytałem, gdzie miałem problemu bo większość była po polsku ale nie ukrywałaś niczego. Pisałaś wszystko co ci leżało na sercu.  Postanowiłem zrobić nowe konto by móc z tobą porozmawiać żeby to wyglądało jak przyjaciel rozmawia z przyjaciółką a nie jak fanka z idolem. Dzięki temu dowiedziałem się o tobie wielu rzeczy. Nie bez powodu zadałem pytanie "czy jak One Direction będą w Polsce na koncercie czy będziesz na nim w pierwszym rzędzie" Bardzo chciałem cię zobaczyć a ten koncert który jest planowany na 14 kwietnia 2015 roku w Warszawie.- nie mogłam w to uwierzyć. To było dziwne
-teraz załapałam. Edward bo to twoje drugie imię i Cox bo to obecne nazwisko twojej matki. Znasz wszystkie piosenki One Direction bo między innymi ty je napisałeś.- teraz wszystko rozumiałam...
- więc ta piosenka jest moją ulubioną bo opisuje nasze uczucia. Ja cię pokochałem już dawno ale dzisiaj potwierdziłem te uczucie. Kocham Cię- te dwa sprawiły, że stałam się czerwona. Zawstydzona opuściłam głowę ale nie na długo bo Harry chwycił mój podbródek i nakazał mi patrzeć te przeklęte zielone oczy.- rumienisz się...
-nie prawda!
-prawda...słodko wyglądasz...-uśmiechnął się do mnie i w tej chwili przyszedł kelner z naszymi daniami.
-dziękuję za komplement, ale musimy zjeść nim ten krab ucieknie z talerza- jest wiele powodów dlaczego tak powiedziałam między innymi, żeby usłyszeć śmiech Harry'ego który mnie zabija w środku i żeby rozluźnić atmosferę
- jesteś bardzo zabawna. Za to cię kocham
-Harry nie słodź tak bo będę bardziej czerwona niż ten krab- Harry wybuchł śmiechem a ja zaraz po nim nie zwracałam uwagi na ludzi, którzy się na nas patrzą ważny był Harry i ja i nic innego.  Jak się uspokoiliśmy zaczęliśmy jeść w połowie posiłku Harry się odezwał:
-kocham cię i będę to powtarzać aż do naszej śmierci- przypomniało mi się to co mu opowiadałam
-pamiętasz?
-a jak? To jak wymyśliłaś swoje życie jest...cudne i jeszcze ja u twojego boku a co do imienia naszego dziecka bardzo mi się podoba- to były jakieś cuda. Ja to mówiłam na żarty a on to wziął na serio... sama zaczynam się zastanawiać ''czy on ma rację? '' zdecydowanie tak
-cieszę się że tak mówisz...Też Cię Kocham- nachylił się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Jakby bał się, że mnie skrzywdzi. Cieszyłam się, że tak o mnie dbał. 
                                                                             *
Po skończonym posiłku poszliśmy na spacer. Zaraz jak weszliśmy do parku znów dopadli nas reporterzy. Dlaczego oni nie dają nam spokoju? Ciekawe co teraz robi reszta? Z zamyśleń wyrwał mnie głos Hazzy:
-wracamy?- teraz zorientowałam się, że robiło się coraz chłodniej. 
-yhm...chodźmy- uśmiechnęłam się do niego i ucałowałam policzek. Więc pierwszy dzień wakacji dodaję do najlepszych. Jutro 2 lipiec więc z tego co pamiętam chłopcy mają wywiad
-macie jutro wywiad?- spojrzałam na niego. Przyłapałam go na tym, że mi się przyglądał.
-yhm...tak o 13 a czemu pytasz?
- bo jak pojedziesz to co ja będę robić?
-chyba nie myślałaś, że zostajesz w domu?
-no tak myślałam, bo po co mam jechać z wami?
-jutro jadą z nami dziewczyny czyli ty, Nat, Eleanor, Danielle i Pusia
-Pusia?- kto to był? Czemu jej nie znam? 
-tak...pies Niall'a.
-pies?
-wiem, że to dziwne ale on kocha tego psa tak samo jak ja ciebie...
-aaa...- w środku chciało mi się śmiać ale nie mogłam tego pokazać. Gdy ja byłam mała też miałam psa i kochałam go jak nikogo innego ale, żeby zabierać go na wywiad? To było dziwne...
- o co chodzi? nad czym się zastanawiasz?
-ja? Nad niczym a czemu?
-bo wyglądasz...śmieszne- teraz to nie mogłam. Wybuchłam śmiechem
-dlaczego?
-bo jesteś piękna...- podszedł bliżej mnie. Chwycił mnie za biodra i pocałował, ja dałam swoje dłonie na kark loczka. Zaczęły błyskać flesze. ''Idźcie do piekła!'' pomyślałam ale nie przerywałam pocałunku.
                                                                                *
Staliśmy pod domem. Harry wszedł pierwszy do domu ''One Direction'' i został napadnięty, za to ja stałam z boku i  się śmiałam. Gdy tylko się uspokoiłam dopadli mnie. Już nie było tak kolorowo
-ej ludzie....a raczej małpy złaście ze mnie!- nie poskutkowało więc padłam na inny pomysł. Będę udawać martwą. Opuściłam ręce i nic nie robiłam. Usłyszałam głos Harry'ego
-małpy! Złazić! Ona jest nie przytomna! Udusiliście mi ją!- podszedł do mnie i zaczął macać po twarzy. Nie no nie zaraz nie wytrzymam-skarbie, obudź się, proszę...- poczułam łzę na policzku. Harry płacze? Nie mogłam sobie wyobrazić miny jak się ocknę i nie wytrzymałam...wybuchłam niepohamowanym śmiechem...
-ty...ty udawałaś?- zapytał zdeterminowany Harry a że przez śmiech nie umiałam nic powiedzieć pokiwałam twierdząco głową.- jak mogłaś? ja się tak bałem o ciebie! teraz spotka cię zasłużona kara!- wziął mnie na ręce i przerzucił przez siebie. Miałam widok na jego pupę. Miał zdecydowanie najpiękniejszą na świecie. Zaczęłam go klepać ale on nic. poszliśmy do salonu. Rzucił mnie na kanapę a ja skrzyżowałam ręce. 
-i co teraz zrobisz?- Loczek poruszył w śmieszny sposób brwiami i usiadł na nie okrakiem. Ja dalej oszołomiona nie wiedziałam co robić. Spojrzałam na resztę która stała tam gdzie wcześniej.
Śmiali się! Harry zaczął mnie łaskotać.
* 15 minut później*
Harry nie znał litości.
-hahahaHarryproszęhahahanoskarbiebłagamhahaha- gardło mnie bolało od śmiechu i darcia się-hahahazrobięwszystkotylkohahahahaprzestań!- przestał. Boże jaka ulga.
-naprawdę wszystko?- o nie i po co to powiedziałam? co ja miałam zrobić? powiem nie będzie mnie łaskotać. Powiem tak nie wiadomo co wymyśli no bo to jest Harry jego nie ogarniesz....
-tak...wszystko- boję się. 
-okey... pocałuj mnie o tu- wskazał pacem na swoje usta. zaśmiałam się. Czasami zachowywał się jak dziecko. Nachyliłam się do niego ale zamiast go pocałować zrzuciłam go na podłogę a sama zwiałam z sofy. Spojrzałam na resztę patrzyli na mnie oszołomieni.
-no co?- z miejsca poderwał się Niall
-co ty zrobiłaś?- wydarł się Niall. Ja jedynie wzruszyłam ramionami i pobiegłam do góry. Na początku nie wiedziałam gdzie iść. Usłyszałam, że ktoś biegnie po schodach. ''Zaraz będzie po mnie!'' pomyślałam. Wbiegłam do drzwi naprzeciwko mnie. Wpadłam do pokoju Harry'ego. Rozejrzałam się gdzie mogę się schować. Mój wzrok zatrzymał się na szafie. Podeszłam do niej. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, szybko wgramoliłam się do szafy i ją zamknęłam. Oddychałam głęboko.
                                                                                    * 
Siedzę w tej szafie chyba od 10 min a Harry jak mnie nie znalazł tak jest dalej. Usłyszałam, że ktoś zaczyna otwierać drzwi od szafy... Zobaczyłam lokowaną czuprynę a potem zielone oczy. Wydarłam się, a Harry wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko. Opadłam śmiejąc się. Harry położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego a głowę położyłam na jego torsie.
-Meg, nie wiem czy pamiętasz ale obiecałaś mi całusa więc chy...-nie pozwoliłam mu dokończyć bo dopadłam jego usta. Pocałunek był namiętny. Odchyliłam lekko usta i Harry wsadził swój język. Zaczął nim błądzić po moim podniebieniu. Drzwi otworzyły się z hukiem a ja i loczek odskoczyliśmy od siebie. W progu pokoju stali wszyscy z czymś: Zayn miał wałek, Niall jakiś wielki kawałek mięsa, Liam miał na głowie durszlak (?) Lou miał marchewki a raczej cały ogródek marchewek, Nat miała lampę..lampę?
-co wy robicie? Co wy w ogóle macie?- pokazałam palcem na ich rzeczy. Czułam jak Harry mnie przytula. Pierwszy odezwał się Zayn
-um...my...-Chyba za niego postanowił dokończyć Niall, który przeżuwał mięso które miał przy sobie
-bo ty się tak wydarłaś, że myśleliśmy, że kosmici was porywają...
-a jakby tak było walczyłbym z nimi moimi marchewkami. - podniósł rękę w której miał pomarańczowe warzywa- widzicie jak się dla was poświęcam?- teraz ja z Harry'm wybuchliśmy śmiechem.Harry aż spadł z łóżka i wszyscy się tarzali ze śmiechu. Wtedy stwierdziłam, że od teraz moje życie jest piękne...

Rozdiał 3

Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć...
-co jest? Ja ci się nie podobam? Sama mówiłaś, że jestem najładniejszy na świecie , decyduj się co gadasz...-spuściłam  głowę bo czułam, że zraniłam Harry'ego chłopaka którymi się podobał jako piosenkarz  bardzo przypomniał mi Piotrka dlatego nie chciałam z nim chodzić nie  chciałam żyć przeszłością ...chciałam żyć przyszłością
-nie mogę przypominasz mi Piotrka chociaż bardzo bym chciała spróbować czegoś nowego z tobą...
-to miłe- nachylił się w moją stronę nie  wiedziałam co robić więc tylko czekałam na to co się  stanie...Harry zbliżył się jeszcze bliżej mnie poczułam jego wargi na moich.Były one ciepłe, miękkie, delikatne. Na początku pocałunek był czuły z sekundy na sekund był bardziej gorący nie wiem czemu a uważam ze usta Harry'ego są najlepsze.Gdy się od niego odsunęłam, szybko  wstałam i wybiegłam z pokoju. Teraz uświadomiłam sobie, że to nie powinno się zdarzyć gdy zbiegłam na dół wszyscy się na mnie spojrzeli. Poczułam, że ktoś znowu łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam zdeterminowanego loczka. Zrobiło mi się żal go ale nie mogę. To dla mnie za szybko
-Meg, co się stało?- wyrwałam rękę z jego uścisku spojrzałam na niego złym wyrazem twarzy
*perspektywa Harry;ego*
Nie rozumiałem o co jej chodzi. Jak skończyliśmy się całować wybiegła jakby piorun walnął ją w dupę. Wybiegłem zaraz po niej.
- o co ci chodzi?- zapytałem bo przyznam, że nie wiem. Patrzyła na mnie jak na jakiegoś bandziora
-to nie powinno się zdarzyć! Przykro mi...- usłyszałem, że jej głos załamał się przy 2 ostatnich słowach. Poczułem łzy w oczach. Spojrzałem na nią przeszklonymi oczami, zobaczyłem w jej smutek i żal
-naprawdę przykro mi...a teraz postaraj się zapomnieć o tym...o tym wszystkim.- zrobiła kilka kroków w tył odwróciła się i...wyszła! Nadzwyczajnie w świecie wyszła! Poczułem, że łzy cieknął mi po policzkach...ja ją naprawdę pokochałem...odwróciłem się w stronę reszty i zobaczyłem, że Natalii już nie ma. Zerknąłem na ich twarze, każdy miał ją wykrzywioną z bólu. Jako pierwszy podszedł do mnie Lou i mocno mnie przytulił
-pierwszy raz na kimś ci tak zależy...-tak to prawda bardzo mi na niej zależało nie była taka jak inne dziewczyny była...wyjątkowa
- ona jet tą jedyną...-wyszeptałem Louis spojrzał na mnie i powiedział:
-skąd wiesz?
-dużo mi o sobie opowiedziała. Po za tym traktuje a raczej traktowała mnie jak normalnego człowieka a nie za sławnego Harry'go Styles'a!- tak to co teraz powiedziałem też było szczerą prawdą  jeszcze bardziej się rozpłakałem. Puściłem Lou i wybiegłem do pokoju. Spojrzałem w okno i zobaczyłem ją siedzącą na łóżku i płaczącą? Dlaczego płacze? Postanowiłem po tajemnie iść do niej.
*15 minut później*
stałem pod drzwiami od willi dziewczyn cholernie się bałem, że mój plan nie wypali. Na szczęście drzwi odtworzyła Nat
- o hej Hazza co tu robisz?!
-ciszej przyszedłem do mojej...chyba mojej księżniczki- poczułem ukłucie w sercu a myślałem, że będzie moja księżniczką już na zawsze...
-okey, wchodź. Siedzi u siebie. U góry ostatnie drzwi po lewej- uśmiechnęła się do mnie więc pewnie o niczym nie wiedziała, dziwne...
-dzięki- odwzajemniłem uśmiech i ruszyłem. Jak wszedłem do góry to skierowałem się do drzwi o których mówiła Natalia. Zapukałem. Usłyszałem krótkie ''proszę!''. Niepewnie odtworzyłem drzwi i zobaczyłem zapłakaną Meg. Od razu wstała z łóżka i podeszła do mnie
-co ty tu robisz, do cholery jasnej!?- więc jednak nie byłem ty mile widziany
- czemu mi to robisz?- chyba nie zrozumiała o co mi chodzi bo patrzyła na mnie jak na osła- dlaczego mnie odrzuciłaś?- zapytałem jaśniej
-Harry...-wyczułem, że jej głos stał się łagodniejszy-...ja cię nie kocham...- spuściła głowę. Jak to?! Przecież mówiła, że jej się podobam i że chciała spróbować czegoś nowego ze mną... to nie może być prawda!
-jak to? przecież mówiłaś...- nie mogłem dokończyć bo Meg mi przerwała
-mówiłam, że podobasz mi się jako piosenkarz i bardzo przypominasz Piotrka. Mówiłam też, że chciałabym spróbować czegoś nowego z tobą ale podczas pocałunku...-zobaczyłem, że się rumieni więc chyba coś znaczył ten pocałunek uśmiechnąłem się z tego powodu że jednak mam u niej szansę tylko muszę dać jej czas-...uświadomiłam sobie, że to dla mnie za szybko. Najpierw zostańmy przyjaciółmi a później się zobaczy...okey?- nie mogłem uwierzyć, że uciekła z tego powodu że dla niej jest to za szybko
dobrze, najlepsi przyjaciele...pogadamy?- nie wiem czemu o to zapytałem ale bardzo lubiłem z nią rozmawiać
-hm..okey i tak mam ci dużo do powiedzenia...między innymi przeprosiny- uśmiechnąłem się do niej a ona odwzajemniła. Byłem szczęśliwy, no w połowie znaczeniu tego słowa ale lepiej tyle nisz nic. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na łóżko. Dopiero teraz zorientowałam jaki ma pokój był ładny jak na nią:  

Zacząłem oglądać zdjęcia nad jej łóżkiem jedno przykuło moją uwagę a mianowicie zdjęcie na którym byliśmy razem... po chwili skapnąłem się, że to przeróbka to zdjęcie zostało zrobione w parku a ona je tak przerobiła, że wyglądało to tak jakbyśmy byli tam razem i ja całowałem ją w policzek. Słodkie było to zdjęcie
-ładne to jest- pokazałem palcem na tamto zdjęcie
-am...dzięki- zauważyłem że się rumieni- zrobiłam je tydzień przed przyjazdem tutaj- uśmiechnęła się do mnie. Nagle wpadłem na genialny pomysł
-a może jutro pójdziemy tu do parku porobimy sobie zdjęcia a przy okazji poznasz lepiej miasto. co ty na to?- w jej oczach wyczytałem, że podoba jej się ten pomysł ale nie była do niego taka pewna
-hm...czyżby sam Harry Styles zapraszał mnie na randkę?- skrzyżowała ręce na piersi
-nazwij to jak chcesz hm..np. wyjście przyjacielskie, sesja zdjęciowa, randka, okazja do poznania miasta
do koloru do wyboru- uśmiechnęła się do mnie ukazując przy tym rząd białych zębów 
- nazwę to: randka z przyjacielem oraz poznawanie miasta i robienie zdjęć w parku- wybuchliśmy śmiechem po chwili do pokoju wpadła wystrojona w to:
-dokąd idziesz?- usłyszałem zainteresowanie Meg.
-idę z Zayn'em na randkę. Wam też by się przydała- powiedziała z chytrym uśmieszkiem. Zauważyłem, że Meg rzuca w jej stronę poduszkę ale ta ją ominęła powiedziała:
-papa gołąbeczki!- pomachała nam i wyszła. Odwróciłem głowę w stronę brunetki i widziałem jak na jej policzki wypływa rumieniec
-czy ja o czymś nie wiem?-zapytałem krzyżując ręce na piersi
-tak Harry...nie wiesz o najważniejszej rzeczy...- odwróciła się do mnie plecami tak, że nie widziałem jej  twarzy. Chwyciłem ją ja biodra i pociągnąłem do siebie. Posadziłem ją na moich kolanach ręce owinąłem dookoła niej. Spojrzałem na jej oczy były jakby... zmartwione
-o co chodzi?- zapytałem jak potrafiłem          
-prawda jest taka, że ty mi się strasznie podobasz. Przez ciebie nie umiałam się zakochać w żadnym chłopaku po śmierci gdyż naprawdę próbowałam. Jesteś bardzo piękny i twój charakter też jest uroczy ale potem pomyślałam, że ty taki jesteś przed kamerami lecz kiedy cię spotkałam uznałam, że dalej facetem moich marzeń-uśmiechnęła się leciutko dalej patrząc na mnie co było słodkie- gdy powiedziałeś, że się we mnie zakochałeś nie umiałam się opanować w środku. Później ten pocałunek to już były jakieś cuda! Bo nigdy nie sądziłam, że TY będziesz chciał ze mną chodzi...lecz nagle odzyskałam zdrowy rozsądek i zaczęłam się bać...- zobaczyłem pojedynczą łezkę na jej policzku, otarłem ją koniuszkiem palca.
-czego?-chwyciłem jej rękę i zacząłem całować każdą wystającą kosteczkę
-boję się, że ludzie będą o nas źle mówić, że ja nie zasługuję na ciebie i w ogóle- przytuliłem ją do siebie i szepnąłem:
- to co mówiłaś było piękne i przysięgam na wszystko, że nie masz się czego bać.Jestem pewny, że cię pokochają tak mocno jak ja- zobaczyłem w jej oczach iskry...szczęścia? Nadziei? Nie wiem jak ona to nazwała. Przytuliła się do mojego torsu tak, że jej oddech czułem na szyi.
-dzięki tobie Harry jest nadzieja że moje życie będzie wyglądać tak jak zaplanowałam-ucieszyłem się na te słowa ale byłem ciekawy jak je planowała....
-jak?-poczułem że się uśmiecha. Odchyliła głowę i powiedziała patrząc mi się w oczy:
- skończyłam liceum wyprowadzam się do Londynu. Poznaję was ja jestem wniebowzięta. Po jakimś czasie ty mi mówisz że mnie kochasz a ja ciebie. zostajemy parą, ja zaczynam studiować fotografię. Po roku weźmiemy ślub, będziemy mieć synka Leona . Skończę studia wszyscy wyprowadzamy się do Los Angeles. Zostaję fotografem Rihanny i waszym potem wracamy do Londynu. Ja, ty i Leon zamieszkamy w przytulnym domku niedaleko jeziora koło lasu. Będziemy żyć długo i szczęśliwie. Umrzemy razem trzymając się za ręce by pokazać że mimo śmierci dalej jesteśmy razem tylko że trochę...wyżej- poczułem że łzy spływają mi po policzkach. To jak planowała życie było...wspaniałe. cieszyłem się, że planowało to z moją osobą obok siebie,  poczułem jak ociera moje policzki z łez.
- Harry, nie płacz. Uśmiechnij się- uśmiechnąłem się lekko. Chciałem jakoś podziękować za to co powiedziała.''Mam!'' pomyślałem. zabiorę ją na naszą pierwszą randkę. Spojrzałem na zegarek była 19:30 ''idealnie'' pomyślałem. Chwyciłem ponownie dłonie Meg i złączyłem nasze palce razem i powiedziałem:
-zabieram cię na romantyczną kolację-uśmiechnęła się szeroko.
-dobrze...daj mi godzinkę...-szepnęła. Musnęła moje usta i wstała. Pociągnęła mnie do drzwi
ty kochany idziesz do domu- chciałem zaprotestować. Nie zdążyłem bo wyrzuciła mnie z pokoju...
Wyszedłem z domu i spojrzałem w jej okna. Widać było jak skacze po pokoju i z kimś rozmawia przez telefon. Na pewno nie z Nat...może z kimś z Polski? Nie wiem ale cieszyłem się, że mogą uszczęśliwić dziewczynę, z którą chcę spędzić resztę życia. Widziałem wiele tysięcy dziewczyn ale, żadna nie była...wyjątkowa. Ona jest tą jedyną
*perspektywa Megan*
Jak Harry wyszedł zaczęłam skakać po pokoju jak opętana. Szybko chwyciłam po telefon i zadzwoniłam do Pauliny mojej  przyjaciółki z Polski. Po pięciu sygnałach odebrała:
-hej, Meg! Możesz mi wyjaśnić co to za laska koło Zayn'a? Bo ona mi strasznie przypomina Nat...-chciała co,ś powiedzieć ale jej przerwałam
- hej Paula! Ta dziewczyna koło Zayn'a to Nat jest z nim teraz na randce. Ja za to umówiłam się z samym Harry'm Styles'em! Uwierzysz w to?- usłyszałam jak Paula upadła na coś
- na serio?-wydarła się
-tak na tysiąc procent! Dobra ja kończę bo muszę się szykować pogadamy później na skype ok?- uśmiechnęłam się do siebie. Nie wiem dlaczego, może byłam psychiczna?
-okey...ale mam prośbę.-usłyszałam jak się lekko spięła
 - jaką?
-mógłby być z tobą Louis? A i Niall i Liam. Albo nie wszyscy?- zaśmiałam się. Ona też była wielką fanką One Direction. Nie miała ''tego'' ulubionego. Każdego kochała tak samo
- jasne. Zrobię wszystko co z mojej mocy. 10 min przed rozmową zadzwonię do ciebie ok?- usłyszałam pisk Pauli i krzyk jej mamy coś w stylu '' gdzie jest zombi?'' zachciało mi się śmiać ale usłyszałam odpowiedź Blondynki ''nie zombi a One Direction!'' ''haha bo ci uwierzę, że jednym z nich teraz rozmawiasz?'' ''nie teraz rozmawiam z Meg. Ona właśnie idzie na randkę z Harry'm a Nat jest już na randce z Zayn'em jak nie wierzysz zobacz do neta'' ''i co to ma wspólnego z tobą i twoim piskiem?'' ''to, że Meg może sprawi tak, że będę z nimi rozmawiać!'' ''jak zaczniesz rozmowę to mnie zawołaj'' usłyszałam zamykanie drzwi. Ta cała rozmowa między Paulą a jej mamą była tak zabawna, że po chwili wybuchłam razem z Paulą niepohamowanym śmiechem
-dobra kończmy bo się spóźnisz na randkę z Harry'm Styles'em! papa- rozłączyłam się i podeszłąm do szafy. Nie miałam zbyt dużego problemu odnalezieniem sukienki. Bo miałam tylko dwie: jedną taką bardziej sportową a drugą wieczorową miniówkę. Wybrałam tą drugą:   
                                                          
do tego założyłam, beżowe szpilki i byłam gotowa. Zeszłam na dół chwyciłam małą, czarną torebkę i włożyłam do niej telefon i klucze. Podeszłam jeszcze do naszej kuchni w której szczerze mówiąc jestem pierwszy raz. Jeszcze nie widziałam salonu, łazienki, i tego co było na dole a nie miałam bladego pojęcia co tam jest. Nawet nie wiem jak wygląda pokój Nat...postanowiłam pozwiedzać. Najpierw kuchnia:
była bardzo ładna. Obok kuchni a raczej za mną był salon:

  
Widać, że wujkowie nie mają kasy wydawać...podeszłam do niby drzwi obok kominka. Tam znajdowała się ogromna jadalnia. Policzyłam krzesła. 14. dużo, naprawdę po cholerę komuś tyle krzeseł ale potem zaczęłam liczyć
Liam
Danielle ( chociaż jej nie znałam bardzo o tym marzę)
Louis
Eleanor
Zayn
Nat
Ja
Harry
Niall
?
Moi rodzice...znaczy wujkowie 
rodzice Harry'ego.Było by idealnie... Poszłam do góry zobaczyć pokój Nat. Był bardzo ładny:
Jak schodziłam po schodach usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zeszłam ostatnie stopnie i pobiegłam do drzwi. Jego widok sprawił, że o mało nie zemdlałam...:
   














niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 2

Poczułam jak Natalia opiera się o mnie bo nie może ustać na swoich nogach. Ja patrzyłam w jego zielone oczy. On też patrzył na mnie.
- Hej, jestem  Megan a To Natalia- wydukałam. Boże w życiu się tak nie stresowałam!
-Ja jestem Harry i chyba to wiecie ale...nieważne... mieszkacie tu od...-spojrzał na zegarek-...od 2 godzin?- poczułam, że Nat się już uspokoiła bo stała na własnych nogach. Spojrzałam na chłopaka opierał się o futrynę drzwi. Miał na sobie obcisłe czarne rurki i czarną bluzkę:
Wyglądał jak młody bóg. Przypomniało mi się to co mówił jakby dopiero teraz dotarło to do mnie
- ej skąd wiesz?- wyglądał na zdeterminowanego- skąd wiesz ile tu mieszkamy- teraz się uśmiechnął bo zrozumiał o co pytam
- hm..już tak jakby się wcześniej widzieliśmy, ślicznotko- puścił do mnie oczko kątem oka zobaczyłam, że Nat nachyla się do mnie a raczej do mojego ucha i szepcze:
- chyba mu się spodobałaś.- odchyliła głowę a ja odwróciłam się jej stronę i popukałam w czoło. To przecież nie możliwe! Nagle z zamyśleń wyrwał mnie ochrypły głos:
-wejdziecie?- nie no to już był szczyt wszystkiego sam Harry Styles zaprasza nas do swojego domu. Nat śmiało weszła do domu jako pierwsza. Po chwili usłyszałam jej pisk, więc oznaczało to iż zobaczyła Zayn'a. Pokręciłam głową i weszłam do środka. Usłyszałam zamykanie drzwi i poczułam rękę Harry'ego na mojej talii. Spojrzałam w jego stronę. Miał piękne loczki, cudowne zielone oczy, uśmiech i dołeczki w policzkach...nie mogę uwierzyć, że widzę go na serio. Poszliśmy do salonu i zobaczyłam:
Natalia stała koło okna z wielkimi oczami i ręką na ustach chłopaki za to patrzyli się na nas. Pomachałam im a oni odmachali z uśmiechami. Wszyscy wstali z kanapy i podeszli do nas pierwszy odezwał się Zayn:
- kim są te piękne panie?- zaobserwowałam, że cały czas zerka w stronę Nat. Ja jednak wolałam patrzyć na Harry'ego. Odwrócił głowę w moją stronę ale nie przejęłam się tym:
-Meg...mam coś na twarzy?- zapytał poprawiając grzywkę
-n...nie, nie masz- wyjąkałam
-harry to odpowiesz nam na pytanie?- odezwał się Lou
- a tak ta co piszczała to Natalia a ta księżniczka to Megan i jest tylko moja tyl...- nie dane było mu dokończyć bo wtrącił się Niall
- ej! Ja ją chciałem!- wszyscy wybuchli śmiechem. Harry jak się uspokoił przybliżył się bliżej mnie i dał czułego całusa w policzek. Jestem pewna, że jestem czerwona jak burak
- ja zobaczyłem ją pierwszy. Zakochałem się w niej gdy tylko ją zobaczyłem. Coś w stylu "miłość od pierwszego wejrzenia"?- teraz nie dość, że byłam czerwona to jeszcze mi się gorąco zrobiło. Nie mogłam uwierzyć, że sam Harry Styles z boysbandu One Direction który ubóstwiam zakochał się w zwyczajnej dziewczynie która kocha robić zdjęcia, nie ma rodziców od 2 miesięcy i pochodzi z Polski.
- a ta piękność- powiedział Zayn podchodząc do Nat i obejmując ją w pasie- jest królową Natalią Malik! Jest władczynią lusterkolandii!- wybuchłam niepohamowanym śmiechem, zaraz po mnie wybuchła reszta. Jedynie Malik nie wiedział o co chodzi. Jego mina była bezcenna:
Wszystkie twarze były czerwone jak...krew. Od razu pomyślałam co ja robiłam nawet wczoraj...cięłam się. Pod moim łóżkiem leży pudełko z żyletkami. Zaczęłam TO robić gdy Piotrek zmarł....Poczułam, że ktoś mną szarpał. Oprzytomniałam. Zorientowałam się że płaczę, a jednak nie potrafię panować nad emocjami...
-tak?- zapytałam Harry'ego wycierając mokre policzki
-czemu płaczesz?- zapytał z nutką niepokoju w głosie
-hm..nie ważne. Natalia musimy wracać- zerknęłam na nią i zobaczyłam że rozmawia z Malikiem. Odwróciła się w moją stronę i odpowiedziała:
-ja nie wracam...
-...więc ty też nie wracasz- dokończył za nią loczek. Chwycił mnie za rękę i pobiegł do góry. Padliśmy do pokoju Harry'ego. Był ładny, nawet bardzo:
Przyglądałam się szafie. Była duża po co jednej osobie taka szafa? Poczułam, że Harry pcha mnie na szafę. Plecami poczułam ścianę szafy. Harry stanął blisko mnie. Prawą rękę dał obok mnie na szafie. Szczerze?- bałam się. Nie wiem czego ale byłam przerażona na smierć. Chyba Harry to zauważył w moich oczach bo zapytał:
-boisz się mnie?-chciałam zaprzeczyć ale uznałam, że nie ma sensu kłamać. Pokiwałam twierdząco głową
-kochanie, nie masz się czego bać.- jego druga ręka wylądowała na moim policzku chwyciłam jego nadgarstek. Nie przejęłam się tym że bluza mi trochę opadła. To był błąd. Harry chwycił moją rękę i odsunął bluzę. Ja i jak zarówno Harry zesztywnieliśmy. Spojrzałam w jego oczy. Pokazywały smutek i przerażenie.
-dlaczego to robisz?
-nie mogę ci powiedzieć- bardzo chciałam mu wszystko powiedzieć ale nie znałam go a on też mnie nie znał
-dlaczego? Zaufaj mi. Proszę!- nie mogłam i tyle
- nie mogę nie znam cię i ty mnie nie znasz!- odepchnęłam go od siebie. Chciałam wybiec z pokoju ale loczek chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do sibie
- z chęciom bym cię poznał i ty mnie chyba też. Nie mam racji?- nie, nie miał...chyba...a może? Dobrze miał 100 procentową rację
-masz rację, ale...nieważne- zobaczyłam jak Harry się uśmiecha. Chwycił mnie za dłonie i poprowadził na łóżko. Usiadłam na samym środku łóżka a loczek naprzeciwko mnie. Nasze kolana się stykały.
*półtorej godziny później*
ja opowiedziałam Harry'emu wszystko ze szczegółami a on mi. Dowiedziałam się wielu rzeczy a myślałam że wiem wszystkoa tu taka niespodzianka
-Meg to co ja mówiłem było prawdą- nie zrozumiałam o co mu chodzi. Czyżby chodziło mu o to co mówił? Przecież ja nie uważam żeby kłamał
- nie rozumiem- wyznałam
-chodzi mi o to że się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia...-nie dałam mu dokończyć.'
- Harry zrozum ja...

******************************************************************************
przeczytałaś? Zostaw za sobą ślad! napisz komentarz wystarczy zwykła minka ":)" chcę wiedzieć ile osób czyta mojego bloga!

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1

Do drzwi rozległo się głośne pukanie. Szybko otarłam mokre policzki. Spojrzałam na zegarek w kształcie wielkiego serca. Była godzina 16 więc za dwie godziny mam samolot. Zeszłam na dół i znowu rozległo się pukanie a raczej walenie do drzwi. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Nat. Była ubrana w to:
-kiedyś pozwę cię do sądu za noszenie szpilek!- Meg pogroziła jej palcem- i jeszcze jedno nie umiesz być cierpliwa?- dziewczyna tylko bujała się w przód i tył z uśmiechem trzymając dwie walizki
-jak widać nie umiem...
-to ja cię nauczę! za każdym razem będę cię walić szynką po głowie!- Nat wybuchła nie pohamowanym śmiechem-ja nie żartuję!- ta weszła ignorując mnie do salonu rozsiadła się na kanapie i zapytała:
-spakowana?
-nie do końca. Pomożesz mi?- Nat od razu wstała i poszła w stronę schodów
-oczywiście, że ci pomogę przecież jesteś moją "sis"- chwyciła mnie za rękę i pobiegła do mojego pokoju. Pakowanie zajęło nam pół godziny i musiałyśmy iść. Reszta rzeczy takie jak: meble, łóżko zostały wczoraj wysłane do wujków w Londynie. Nie mogła się doczekać kiedy zobaczy misto o którym od dawna marzy. Jak ja dokończałam pakowanie Nat zadzwoniła po taksówkę. Poszłam do łazienki się ubrać w wybrany zestaw:
włosy zostawiłam rozpuszczone. Rzęsy pomalowałam czarnym tuszem. Szybko schowałam go do torby i zeszłam na dół. O dziwo moje walizki już tam były wyszłyśmy przed dom. Zamknęłam na klucz i szepnęłam:
- żegnaj domku wspomnień...-odwróciłam się i zdecydowanym krokiem weszłam do taxi.
*5 godzin później*
wysiadałyśmy na jakieś willowej dzielnicy. Miałyśmy zamieszkać z wujkami ale oni powiedzieli że mają własne dzieci i problemy i kupili im dom. Meg przyglądała się willi naprzeciwko ich domu. Wydawał się znajomy. Spojrzałam na Nat wyciągała swoje walizki z bagażnika podeszłam jej pomóc i wyciągnęłam swoje. Zapłaciłam taksówkarzowi i znowu spojrzałamna okna w prawym górnym rogu willi. Nie to nie może być prawda! Mam jakieś urojenia! Spojrzałamznowu ON dalej tam stał patrzył się na mnie z uśmiechem. Walnęłam Natalię w ramię.'
-AU! Za co to?- zapytała odwróciłam głowę w jej stronę. Palcem pozywałam w TAMTO okno
-spójrz tam i czy jest tam w oknie Harry Styles?- spojrzałam w tamtą stronę JEGO nie było. Zniknął. Jak?
-ja nic nie widzę. Chyba masz zwidy! To nie możliwe byśmy w jeden dzień miały takie szczęście. Wpierw nowy dom tylko dla nas od twoich wujków, płacą czynsz, kieszonkowe w wysokości 4000 GBP co miesiąc i jeszcze do tego"ponoć" One Direction mieszkają naprzeciwko nas!- ona miała rację zbyt wielkie szczęście. Znowu spojrzałam w tamto okno i GO zobaczyłam ale nie był sam obok niego stał  Zayn Malik
-patrz tam!- wydarłam się patrząc tam dalej kątem oka zobaczyłam, że Nat patrzy tam
-OMG! Tonie możliwe oni tam stoją albo my mamy takie same zwidy!- darła się jak opętana! Chwyciłam ją za ramiona i powiedziałam:
-uspokój się  po południu pójdziemy tam się przekonamy a teraz chodźmy do środka, rozpakujemy się- Natalia wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów.
*2 godziny później*
skończyłam się rozpakowywać, wybrałam chyba najlepszy pokój bo duży turkusowy i z widokiem na dom "chyba" One Direction. Podeszłam do szafy, zaczęłam szukać w czym to iść? Po chwili szukania znalazłam ten zestaw:

przebrałam się w niego i zeszłam na dół do kuchni. odtworzyłam lodówkę i nalałam sobie mleka. Piłam mleko gdy usłyszałam odgłos obcasów na schodach ja tą laskę kiedyś zabiję!
odwróciłam się i była tak ubrana:

-idziemy?- zapytałam gdy zeszła na dół
-yhm...-byłam pewna że się stresuje. Ruszyłam przed siebie w stronę drzwi wejściowych. Jak Nat wyszła z domu zamknęłam go i ruszyłamprzed siebie.
Stałyśmy przed drzwiami. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi a jednak Nat się zdecydowała chciałam zapytać czy dobrze robimy ale drzwi się otworzyły. Zamarłam...
























































notka

jak czytacie pozostawiajcie za sobą ślad w postaci komentarza..proszę

Prolog

                                                                      Prolog:
*Perspektywa Meg*
Byłam rozbita. 2 miesiące temu straciłam rodziców bo zginęli w wypadku.Kilka miesięcy wcześniej  straciłam chłopaka, którego kochałam nad życie... był dla mnie wszystkim.Gdyby żył wczoraj bylibyśmy parą równe 5 lat. Straciłam go przez głupi wypadek! 
"Byliśmy w klubie bo tam odbywała się impreza Nat. Piotrek był bardzo pijany. Pokłócił się z kimś. Chciałam zapytać o co poszło. Lecz on mnie wyminął i wyszedł z klubu. Od razu za nim wybiegłam, zobaczyłam jak siada na motor. Podbiegłam do niego i wydarłam:
-Co ty do cholery robisz?!- wymachiwałam rękami w powietrzu. Zszedł z motoru podszedł do mnie, jego ręce "powędrowały" na moje biodra. Ja zaś owinęłam jego szyję rękami. Pochylił  się w moją stronę i moje wargi spotkały się z jego wargami. Ten pocałunek był delikatny i czuły. Raz po raz przygryzał moją dolną wargę.
-Kocham Cię , Meg- wyszeptał mi do ucha. Mimo, że te 2 słowa słyszałam od niego tysiąc razy zawsze się uśmiechałam i i czerwieniłam jak wtedy gdy powiedział mi to pierwszy raz. Chwyciłam jego dłoń
-Też cię kocham, a teraz wracajmy....- nie dane było mi dokończyć bo Piotrek mi przerwał 
-Nie Meg. TY wracasz do domu ja nie...
-Co?! Czemu?- głos miałam histeryczny
-Bo ja ostatni raz cię pocałowałem, powiedziałem "kocham Cię" czy przytuliłem- nie, to nie prawda. On mnie chyba nie zostawi. Czułam jak zły  spływały mi po policzkach. Jemu też
Jednego nie rozumiałam. Dlaczego ma mnie zostawić? Co się stało? Z kim się tak kłócił?
-Dlaczego...mnie zostawiasz? Jeszcze przed chwilą mówiłeś mi, że mnie kochasz! Co się kurwa stało!- nic nie rozumiałam. Z sekundy na sekundę byłam bardziej zła
Kotku, uspokój się. Chcę by nasza ostatnia rozmowa była przyjemna, ja nadal cię kocham i nigdy nie przestane ale za godzinę...będzie po mnie...czy tego chcę czy nie...ja będę cię widywał z góry a ty mnie na zdjęciach...- rozpłakałam się na dobre...on mnie nadal kochał ale musiał umrzeć. Zaraz, zaraz musiał? Dlaczego? Moje rozmyślenia przerwał mi głos ukochanego:-Obiecaj mi jedno. Będziesz tak szczęśliwa z życia jak dziś rano. Dobrze? Obiecujesz?
-Dlaczego?- zapytałam ignorując jego słowa. Zostały nam ostatnie minuty bycia razem. Gdy umrze będzie nicość dla nas dwojga...PÓŹNIEJ nie będzie tak samo...
- Co dlaczego? Dlaczeo masz mi obiecać być szczęśliwa?
- Nie...dlaczego musisz zginąć?
-Dzisiaj są wyścigi motorowe. Musze wziąć w nich udział...
-Nie, nie musisz bo ja...
-Meg! jak nie będę startować to mnie...zabiją a jak wystartuję...to będzie koniec. Przepraszam- pocałował mnie delikatnie i usiadł na motor
-nie możesz!-spojrzał w moją stronę i powiedział:
 -Przykro mi...- zobaczyłam jego mokre od płaczu policzki nie chciałam o stracić-...obiecaj mi że będziesz żyć jakbym był obok ciebie..bo będę...proszę obiecaj!- nie chciałam go do końca
 zranić 
-Obiecuję...- uśmiechnął się lekko i szepnął:- 
-Żegnaj...kocham cię...- ruszył. Stałam i kręciłam głową patrząc jak pół mojego serca jedzie na śmierć. Czułam jakby pół mojego ciała właśnie..zmarła? Tak to dobre słowo by opisać co wtedy czułam "ponoć nadzieja umiera ostatnia" pomyślałam. Może jak się rano obudzę będę spała wtulona w niego?
*7:30*
 Obudził mnie budzik. Przeklęłam bo poczułam ucisk w głowie. Od razu spojrzałam w bok by zobaczyć słodko śpiącego Piotrka... zastałam puste miejsce i nagle przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Szybko włączyłam telewizor na jakieś widomości:
"-Około godziny 1:00 nad ranem był tragiczny wypadek motorowy. Młody motorzysta nie miał szans na przeżycie" rozpłakałam się jak małe dziecko"    
 

Bohaterowie

BOHATEROWIE:


 Megan: Ma 18 lat.uwielbia boysband One Direction jej idolem jest Harry Styles. Umie jeździć na deskorolce, kocha koty( ma jednego wabi się Sky), romantyczne komedie oraz zimowe wieczory przy kominku. Kocha fotografie.


Natalia: Ma 18 lat, najlepsza przyjaciółka Meg. Tak samo jak jej "sis" kocha One Direction najbardziej Zayna. Lubi jazdę na deskorolce, komedie, lody. Jedyne czego nie cierpi to brzydka pogoda. Bardzo lubi szkicować
Danielle: 25 lat, dziewczyna Liam'a, zawodowa tancerka, przyjaciółka Meg i Nat 



Eleanor: 20 lat, dziewczyna Louis'a, przyjaciółka Danielle, początkująca modelka


 Karolina: 18 lat, dziewczyna Niall'a, zawodowa malarka, jej przyjaciółki to Eleanor i Danielle

 One Direction: chyba nic nie muszę pisać o tym 5 kochanych debilach?
Mat: 18 lat, kolega z klasy Meg, diler szkolny zamiesza w głowie dziewczyny ale tylko na chwile
Justin: 18 lat, przyjaciel Meg i Nat. Znają się od małego Jus gdy skończył 10 lat wyprowadził się na stałe do Wielkiej Brytanii












Opis

Megan jeszcze kilka miesięcy była zwykłą nastolatką do czasu śmierci jej bliskich. Najpierw jej chłopak- Piotrek- zginął w wypadku a później rodzice. Mimo, że ma przyjaciółkę-Natalię- nie jest szczęśliwa. Wyprowadza się do Londynu. Miała zamieszkać z wujkami lecz coś poszło nie tak i jej życie zmienia się o 180 stopni. Ciekawe czy na dobre czy na złe?
jeszcze dzisiaj postaram się dodać opis i takie tam...xd

hej :)

heej ;* teraz dodaję pierwszego bloga jeśli to czytacie to proszę was polecajcie mój blog...