Jak tylko weszliśmy do sklepu Niall z Karoliną od razu pobiegli w stronę słodyczy. Ja z Harry'm poszliśmy kupić jabłka, truskawki, jogurty oraz czekoladę rozpuszczalną. Haz jeszcze szybko poleciał po białe wino. Ciekawe po co mu? Podchodziliśmy do kasy gdy do nas dołączyli Niall i jego dziewczyna. Byli obładowani słodyczami. Ja tego nie rozumiem.
-Ej! Zakochańce! Jecie tyle a jesteście tak chudzi jakbyście nic nie jedli!
-No wiesz to jest urok ludzi kochających jeść...-wymruczał słodko Irlandczyk i pocałował moją przyjaciółkę w usta. Właśnie wchodziliśmy do naszego pokoju. Haz powiedział, że nie mamy ochoty na film i poszliśmy do pokoju.
-Dlaczego powiedziałeś, że nie mam ochoty na film?!- byłam wkurzona. Bo ja naprawdę chciałam ten czas spędzić z przyjaciółmi.
- A co nie zamierzasz przebywać ze mną sam na sam? Bo jak nie to proszę bardzo idź sobie do nich a ja z miłą chęciom tu zostanę!- Czułam, że łzy próbują wyjść na zewnątrz. Podeszłam do niego ale on odsunął się ode mnie. Zatrzymałam się. Czułam się tak jakby ktoś użył zaklęcia bym zmieniła się w kamień. To co czułam było nie do opisania. Serce rozrywało na małe kawałeczki a świadomość, że mój ukochany nie chce mnie teraz widzieć jeszcze bardziej mnie dołowała. Postanowiłam dać mu tę swobodę.
-Dobrze pójdę sobie!- Wybiegłam z hotelu najszybciej jak się dało. Nie patrzyłam gdzie biegnę świat był zamglony przez moje łzy. Co chwilę ktoś dziwnie na mnie patrzył. No tak biegam w sukience balowej z rozmazanym tuszem i jestem znana jako dziewczyna Harry'ego więc mieli swoje powody by tak patrzeć. Udałam się do parku. Usiadłam na ławce z dala od latarni. Od razu tego pożałowałam. Ktoś od tyłu chwycił mnie na ramię tak, że wywróciłam się na ziemię. Ten ktoś pociągnął za nogi jakiś drugi typ założył mi na głowę worek. Podnieśli mnie i wsadzili a raczej rzucili do auta. Walnęłam głową o coś i straciłam przytomność. Obudziłam się i poczułam ból w tylnej części głowy. Chciałam dotknąć tą część ale miałam związanie ręce. Teraz przypomniało co się działo. Nagle drzwi zaczęły skrzypieć a do środka weszło dwóch chłopaków. Jeden z nich dość dobrze zbudowany z tatuażem na lewym ramięniu. Zobaczyłam, że to róża w płomieniach. Pogłaskał mnie po policzku i szepnął:
-Nareszcie mamy naszą zdobycz. Polujemy na ciebie od bardzo długiego czasu. Zawsze gdy byliśmy w pobliżu twój były kochaś nas załatwiał. Śmierć jest spowodowana tym, że my go zabiliśmy. To my kazaliśmy mu jechać- zaśmiał się jak idiota. Po chwili kontynuował:- później się ulotniłaś byłaś cały czas z rodzicami. Postanowiliśmy z nimi kończyć. Ten wypadek był naszą sprawką. Później znowu zniknęłaś ale dzięki telewizji już wiedzieliśmy gdzie cię szukać. Czekaliśmy na odpowiedni czas. No i był tydzień temu taka niewinna, zdruzgotana.- zrobiłam wielkie oczy. Byłam nie przytomna przez tydzień? Nie chcę wiedzieć przez co Haz przechodzi. Nagle ta jego obślizła łapa zaczęła schodzić na dół. Zaczęłam piszczeć i wyrywać się. Rozpłakałam się jak małe dziecko. On podniósł swoją łapę i wymierzył mi siarczysty cios w policzek. Zawyłam z bólu i z tego, że nie uda mi się dotrzymać dziewictwa. Zaczął mnie rozbierać. Macał moje piersi. Płakałam tak bardzo tego nie chciałam, usłyszałam odgłos odpinanego paska. Nagle ni skąd ni zowąd usłyszałam głos mamy
Córeczko wyrywaj się! Obok ciebie leży nóż.Broń się!
Posłuchałam się jej. Chwyciłam nóż i wbiłam go w serce tego nic nie robiącego człowieka a później w niego.
*perspektywa Harry'ego*
Boże co ja najlepszego zrobiłem? Gdyby nie ta nasza kłótnia ona była by cała i zdrowa, a tak? Nie wiem czy w ogóle żyje! Od tygodnia nic nie jem, nie śpię. Jedynie siedzę na kanapie z telefonem w ręku. Wszyscy są ze mną. Pierwszego dnia poszliśmy na policję i złożyliśmy zaginięcie. Od razu zajęli się tą sprawą. W parku znaleziono jej buta. Wtedy już wiedziałem, że została porwana. Moja księżniczka w rękach jakiś bandziorów. To wszystko moja wina. Chciałem z nią spędzić romantyczny wieczór. Teraz mogę sobie o nim pomarzyć no chyba, że jakąś inną laską bo...bo ona...nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem. Poczułem jak Lou mnie przytula:
-ej, Haz nie martw się odnajdą ją!- pocieszał mnie. Dziękowałem, że są ze mną. Wiem, że każdy się bał o nią
-Taa...może i znajdą ale martwą! To jest pewne.- tak teraz powiedziałem szczerą prawdę. Nagle telefon zaczął dzwonić
*perspektywa Megan*
Gdy tylko wbiłam im nóż szybko się uwolniłam. Już miałam wychodzić gdy ten skurwysyn dwa razy trafił we mnie kulką. Jedna blisko serca a druga w nogę. Robiłam wszystko aby uciec. Wszystko mnie bolało. Nie wiedziałam gdzie jestem. Jakieś odludzie, środek lasu. Z odległości chyba 100 metrów zobaczyłam czarny wóz.
-pewnie ich a obok niego tabliczkę. ''Żegnamy Londyn. Witamy w Lambeth'' Wybrałam numer 112. Ktoś odebrał niemal od razu
-Dzień Dobry, coś się stało?
-Tak. Jestem prawie martwa! Mam dwie kule i wszystko mnie boli. Mam na imię Megan Kwiatkowska 18 lat. Jestem na granicy Londynu a Lambeth. Koło tego znaku stoi czarny wóz a ja jestem w lesie jakieś sto metrów koło szopy. Proszę o pomoc. Błagam!
- Dobrze uspokój się! Nie zamykaj oczu! Zaraz będzie pogotowie i policja. Uważaj na siebie! - rozłączyłam się. Siadłam koło drzewa. Siedziałam tak jakiś czas. Nagle moje powieki zaczęły opadać. Widziałam samą ciemność. Ale tylko na chwilę. Potem ujrzałam postać z skrzydłami podeszła bliżej mnie i zobaczyłam moja matkę
-Córciu, nie poddawaj się, walcz dla niego
-ale on mnie zranił...mimo, że kocham nie wiem czy mu wybaczę.
-wybaczysz mu. Jestem tego pewna. Pamiętaj dla miłości zrobisz wszystko. Ja z ojcem też się kłóciliśmy. Wybacz mu.
- Ale jak? Już jest po mnie.- podchodziłam coraz bliżej mnie.
-Stój!- wydarła się do mnie a ja się zatrzymałam.
-Co? Po co?
-Chcesz żyć? - co za głupie pytanie. Jasne, że chcę żyć!
-Tak...nawet bardzo.
-To odwróć się w drugą stronę idź!- odwróciłam się i ruszyłam. Poczułam jak ktoś trzyma mnie za dłoń
*perspektywa Harry'ego*
2 miesiące wcześniej
Gdy tylko ją przywieźli zadzwonili do mnie i powiedziała, że leży w szpitalu. Od razu powiedziałem to przyjaciołom i pojechaliśmy do szpitala. Wpadłem jak opętany do szpitala i popędziłem do recepcji. Gdy tylko mi powiedziała gdzie leży pobiegłem usłyszałem za sobą krzyk pielęgniarki
-idź wpierw do lekarza!- wpadłem do windy i ruszyłem na 2 piętro. Podszedłem do drzwi od gabinetu doktora. Zapukałem a po chwili usłyszałem ciche ''proszę''. Wszedłem. Pomieszczenie nie było za duże. Tylko duże biurko, fotel i dwa krzesła. usiadłem na jednym z nich.
-Pan jest...?
-Chłopakiem Megan. Powie mi pan co się stało?
-Tak ale proszę trzymać emocje na wozy.- pokiwałem głową
-więc tak...pańska dziewczyna jest w ciężkim stanie...nie wiadomo czy się obudzi. Szczerze ona jest bardziej martwa niż żywa. Dajemy jej czas 2 miesiące jak się nie obudzi, będzie mi bardzo przykro...-nie mogłem uwierzyć, że mogę ją stracić...to jest jakiś cholerny sen z którego zaraz się obudzę.
-dlaczego? Dlaczego? Co się stało?
-dwie kule. Jedna w nodze druga bardzo blisko serca. Jest strasznie pobita. Prawie została zgwałcona straciła dużo krwi...-Boże co ja narobiłem? Gdyby nie kłótnia...Wstałem. Otworzyłem drzwi. Miałem wyjść lecz odwróciłem się do lekarza
-um...mogę do niej iść? - lekarz lekko się uśmiechnął i pokiwał głową. Podziękowałem i podszedłem do Przyjaciół. Mocno przytuliłem się do Nat. W końcu były jak siostry.
-Co z nią?- zapytał Zayn
-Bardzo kiepsko. Dają jej 2 miesiące później...-rozpłakałem się i mocniej się przytuliłem do Natalii.
-Co się stało? Możesz powiedzieć? - Dopytywał Liam
- Jest mocno pobita, straciła dużo krwi i zastała 2 razy dostała kulą. Jedną w nogę a drugą...a w drugą bardzo blisko serca
-o matko!- powiedziała cicho Els. Wstałem i ruszyłem do jej sali. Wszedłem cicho. Na łóżku leżała Meg. Była strasznie blada. Wyglądała tak jakby spała anie walczyła o, życie. Podszedłem do niej i chwyciłem jej dłoń. Była chłodna. Łzy spływały mi po policzkach. Nie zniosę tego długo. Ona musi się obudzić...Pocałowałem jej dłoń. Usiadłem na krześle
-Meg, kochanie obudź się, błagam...
Codziennie byłem u niej. Wszyscy już mnie tu znają a ja znam ich. Meg dalej się nie obudziła. Już dwa tygodnie śpi. Lekarze coraz ,mniej wierzą w to, że się obudzi. Ja wierzę. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Przerwaliśmy pracę jako One Direction. Hejterzy uważają, że to koniec 1D. Nie to nie koniec...chyba. Jak się obudzi będzie dobrze a jak nie...koszmar. Już nie dbam tak o moje loki jak wcześniej. Chciałem je ściąć ale chłopcy mi zabronili.
Dzisiaj mija miesiąc. Też się poddaję. Mam bardzo widoczne worki pod oczami. Nie spałem od 3 dni z nadzieją, że się obudzi. W domu jestem raz na tydzień by się umyć i porządnie wyspać. Bardzo boję się, że nie obudzi się.
Jutro muszą ją zabić. Modlę się by się obudziła. Mocno ścisnąłem jej dłoń. Poczułem jak ją ściska. Może mam jakieś urojenia no ale poczułem. Tym razem jej powieki się uniosły. Bardzo lekko. Po policzkach spływały mi łzy szczęścia. Teraz zobaczyłem jej piękne niebieskie oczy. Uśmiechnęła się do mnie.Nachyliłem się do niej a ona odwróciła głowę. Chwyciłem ją za dłoń a ona spojrzała na mnie z łzami oczach.
-Przepraszam, ale nie umiem cię pocałować. Przepraszam- wyszeptała i do pokoju weszli lekarze i poprosili mnie bym wyszedł. Pod salą byli wszyscy.
-Obudziła się...-powiedziałem cicho. Wszyscy zaczęli skakać
-ej, Harry czemu się nie cieszysz?
-ona...ona mnie odtrąciła. Powiedziała, że nie podtrawi mnie pocałować, przepraszała.- spuściłem głowę. Wszyscy się do mnie przytulili. Z sali wyszedł lekarz podszedł do mnie z uśmiechem.
-Panna Kwiatkowska chce pana widzieć
-Mnie?!- zapytałem zdziwiony. Jeszcze przed chwilę mnie odrzuciła. Ruszyłem do jej sali. Jak tylko zamknąłem drzwi spojrzała na mnie z uśmiechem
*perspektywa Megan*
Żałowałam, że nie pocałowałam go wcześniej. Bardzo go kocham i wiem, że on mnie też. Tylko, że ja jestem taka głupia.
-hej, Haz- usiadł koło mnie. Chwyciłam jego dłoń i przyciągnęłam do siebie. Przybliżył się do mnie, nasze twarze dzieliły milimetry. Zmniejszyłam odległość. Jego wargi były ciepłe i wilgotne. Całował mnie delikatne.Jakby bał się, że mnie skrzywdzi. Za to go kochałam, dbał o mnie mimo wszystko. Odsunęliśmy się od siebie
-Kocham cię- wyszeptałam patrząc się w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie czule ukazując swoje dołeczki
-Ja ciebie też Kocham
*miesiąc później*
Dwa tygodnie temu wyszłam ze szpitala. Jutro mamy samolot do Polski. Chłopcy się cieszyli z tego koncertu bo nigdy wcześniej tam nie byli. Lecimy tam ze względu na Paulę, ma to być niespodzianka dla niej. Teraz pakowałam swoje rzeczy. Nie lubiłam tego zajęcia. Do pokoju wpadł Niall.
-Hej, gdzie jest Harry? Chyba go nie zabiłaś?!- zaśmiałam się z jego teorii. Z łazienki wyszedł Haz.Wokół bioder miał owinięty ręcznik. Gdy tylko zobaczył Horana zatrzymał się w pół kroku i patrzył na niego jak idiota ja nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Spojrzeli na mnie zdziwieni a Niall uniósł jedną brew do góry, przez co śmiałam się głośniej.
-Nie wiem czym ją nafaszerowałeś ale coś z nią nie tak- wymruczał Nialler i wyszedłz pokoju zamykają drzwi z hukiem. Podeszłam do loczka i ręce zarzuciłam na szyję. Lubię go przytulać bo jest bardziej miękki niż misiu. Pocałowałam go i szepnęłam w jego usta:
-Kocham cię- Haz uśmiechnął się i zaczął się bawić końcówkami moich włosów.
-Wiem to kochanie. Dokończmy to pakowanie i ruszajmy do Polski. - Odsunęłam się od niego i powiedziałam:
- koteczku, ja już dawno się spakowałam a teraz kończę pakować twoje gacie i inne pierdoły- loczek uśmiechnął się czule i puścił mi buziaka w powietrzu a ja udałam, że szczelam palcami.
-Nie lubisz moich buziaków?!
-Kocham je ale chcę być już w Polsce!- tupnęłam nogą w podłogę. Harry podszedł bliżej mnie i położył swoje dłonie na moich biodrach.
-Za niedługo będziemy. A teraz idź się wykąpać.- Popchnął mnie w stronę łazienki i klepnął mnie w tyłek. Ja podskoczyłam ale ruszyłam do wanny.
*perspektywa Harry'ego*
Gdy tylko Meg weszła do łazienki zadzwoniłem do Liam'a. Odebrał po 3 sygnałach
-Hej, co tam Harry?
-Ciszej! Dobrze, wszystko załatwione w tej Polsce?
-Tak. Stolik, miejsce, orkiestra i inne duperele. Jesteś pewny, że to nie za wcześnie? Znacie się pół roku. Nawet nie.
-Liam! Ja. Ją. Kocham. Zamierzam. Zrobić.To.Co.Postanowiłem-powiedziałem mu jasno powiedzieć, że to nie są żarty.
-Rozumiem. Więc macie być tam 30 minut po koncercie. - usłyszałem jak moja ukochana zaczyna śpiewać. Zawsze tak robi gdy się maluje. (swoją drogą ma piękny głos. Wszyscy proponowali jej dojście do little mix) Więc wykąpała się już.
-Dobra. Muszę kończyć. Pa Liam- rozłączyłem się akurat wtedy gdy wchodziła do pokoju. Wiązała swoje włosy w kucyka. Miała na sobie różową spódniczkę co było do niej nie podobne, białą bluzkę (lub koszulę) w czarne krzyżyki i do tego czarne buty na wysokim obcasie. Zamurowało mnie bo wyglądała pięknie. Jej nogi były lepsze od tych wszystkich modelek. Podeszła do mnie i położyła swoje małe dłonie na mojej klatce piersiowej. Teraz była mi do czoła. Nachyliła się trochę i musnęła kącik moich ust.
-Ślinić się kochany. Co się stało?- jej niebieskie oczy były bardziej niebieskie niż zwykle. Wyglądała tak seksownie, że pewnie bym się na nią rzucił gdyby nie to, że nie jesteśmy małżeństwem. Ocknąłem się i zapytałem:
-Mam być zazdrosny? Czy w Polsce jest chłopak który ci się podoba?- Meg zaśmiała się a jej śmiech był taki kojący dla moich uszu, że mógłbym słuchać tego cały dzień i noc. Cmoknęła mnie w usta i poczochrała moje włosy.
-Koteczku, nie ma żadnego chłopaka ale wszystkie spodnie pochowałam więc musiałam założyć to- wskazała swoimi dłońmi na spódniczkę i skrzywiła się jakby zobaczyła słonia który zamiast dupy ma głowę rekina. Objąłem ją w pasie i spojrzałem w jej cudne oczy
- Słuchaj, wyglądasz tak ślicznie, że normalnie mógłbym cię teraz zgwałcić.- zaśmiała się z tego kiepskiego żartu a po chwili dodała:
-Kocham jak najpiękniejszy bóg na ziemi mówi, że jestem śliczna- nachyliłem się do niej i wpiłem się w jej usta. Były jak zwykle miękkie i ciepłe. Kocham je całować. Otworzyła lekko swoje usta i po chwili nasze języki tańczyły dziki taniec. Po pokoju rozległo się głośne '' no ludzie! Ile można się całować?! Ja chcę jechać do Polski i skosztować bigos!''Wybuchnąłem śmiechem a zaraz po mnie reszta.
-Niall i jego zapał do jedzenia -skomentował Zayn.
-Ej! Było miło i wesoło ale za niedługo mamy samolot! - poganiał nas Liam. Przyjrzał mi się, z początku nie wiedziałem o co mu chodzi ale potem zrozumiałem. Powiedziałem do nich bezgłośnie ''nie zmienię zdania''. Chwyciłem moje i Meg walizki i ruszyliśmy w stronę Polski.
*24 godziny później*
Byłem strasznie zmęczony podróżą. Mimo, że przespałem pół drogi czuję się jak trup. Wysiadaliśmy z samolotu i nagle powróciła energia. Bo to co zobaczyliśmy zbiło nas z tropu. Nigdy nie było tylu fanów na lotnisku! Pogadaliśmy z menedżerami i dali nam godzinę. Podeszliśmy i uśmiechnęliśmy się. Na wszystkich plakatach było jak nas kochają, jak cieszą się z tego na jakie dziewczyny trawiliśmy a co najważniejsze dziękują Meg i Karolinie za to, że sprowadzili nas do tego kraju. Ścisnąłem rękę mojej ukochanej i ruszyliśmy przez siebie. Gdy rozdawałem autografy wszyscy chcieli by nasze podpisy (Hazzy i Meg) były koło siebie. Jedna dziewczyna około 15 lat zapytała:
-Harry, oświadczysz się jej?- spojrzałem na nią przerażony. Skąd ona wiedziała? Już chciała coś powiedzieć ale powiedziałem cicho ''To niespodzianka, bądź cicho, proszę''zrozumiała. Gdy odwróciłem się do Megan miała zdezorientowaną minę. Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. Po chwili odsunąłem się lekko od niej i czule pocałowałem w usta. Dookoła rozległy się piski uśmiechnąłem się szeroko.
-Kocham Cię Meg. -powiedziałem na tyle cicho by tylko ona to usłyszała.
-Też cię kocham Harry i nikt tego nie zmieni.
***************************************
Napisałam ten rozdział z nadzieją, że ktoś to czyta. Chociaż czuję, że piszę to dla siebie ale może...czytasz=skomentuj
please,please,please.....

-Ej! Zakochańce! Jecie tyle a jesteście tak chudzi jakbyście nic nie jedli!
-No wiesz to jest urok ludzi kochających jeść...-wymruczał słodko Irlandczyk i pocałował moją przyjaciółkę w usta. Właśnie wchodziliśmy do naszego pokoju. Haz powiedział, że nie mamy ochoty na film i poszliśmy do pokoju.
-Dlaczego powiedziałeś, że nie mam ochoty na film?!- byłam wkurzona. Bo ja naprawdę chciałam ten czas spędzić z przyjaciółmi.
- A co nie zamierzasz przebywać ze mną sam na sam? Bo jak nie to proszę bardzo idź sobie do nich a ja z miłą chęciom tu zostanę!- Czułam, że łzy próbują wyjść na zewnątrz. Podeszłam do niego ale on odsunął się ode mnie. Zatrzymałam się. Czułam się tak jakby ktoś użył zaklęcia bym zmieniła się w kamień. To co czułam było nie do opisania. Serce rozrywało na małe kawałeczki a świadomość, że mój ukochany nie chce mnie teraz widzieć jeszcze bardziej mnie dołowała. Postanowiłam dać mu tę swobodę.
-Dobrze pójdę sobie!- Wybiegłam z hotelu najszybciej jak się dało. Nie patrzyłam gdzie biegnę świat był zamglony przez moje łzy. Co chwilę ktoś dziwnie na mnie patrzył. No tak biegam w sukience balowej z rozmazanym tuszem i jestem znana jako dziewczyna Harry'ego więc mieli swoje powody by tak patrzeć. Udałam się do parku. Usiadłam na ławce z dala od latarni. Od razu tego pożałowałam. Ktoś od tyłu chwycił mnie na ramię tak, że wywróciłam się na ziemię. Ten ktoś pociągnął za nogi jakiś drugi typ założył mi na głowę worek. Podnieśli mnie i wsadzili a raczej rzucili do auta. Walnęłam głową o coś i straciłam przytomność. Obudziłam się i poczułam ból w tylnej części głowy. Chciałam dotknąć tą część ale miałam związanie ręce. Teraz przypomniało co się działo. Nagle drzwi zaczęły skrzypieć a do środka weszło dwóch chłopaków. Jeden z nich dość dobrze zbudowany z tatuażem na lewym ramięniu. Zobaczyłam, że to róża w płomieniach. Pogłaskał mnie po policzku i szepnął:
-Nareszcie mamy naszą zdobycz. Polujemy na ciebie od bardzo długiego czasu. Zawsze gdy byliśmy w pobliżu twój były kochaś nas załatwiał. Śmierć jest spowodowana tym, że my go zabiliśmy. To my kazaliśmy mu jechać- zaśmiał się jak idiota. Po chwili kontynuował:- później się ulotniłaś byłaś cały czas z rodzicami. Postanowiliśmy z nimi kończyć. Ten wypadek był naszą sprawką. Później znowu zniknęłaś ale dzięki telewizji już wiedzieliśmy gdzie cię szukać. Czekaliśmy na odpowiedni czas. No i był tydzień temu taka niewinna, zdruzgotana.- zrobiłam wielkie oczy. Byłam nie przytomna przez tydzień? Nie chcę wiedzieć przez co Haz przechodzi. Nagle ta jego obślizła łapa zaczęła schodzić na dół. Zaczęłam piszczeć i wyrywać się. Rozpłakałam się jak małe dziecko. On podniósł swoją łapę i wymierzył mi siarczysty cios w policzek. Zawyłam z bólu i z tego, że nie uda mi się dotrzymać dziewictwa. Zaczął mnie rozbierać. Macał moje piersi. Płakałam tak bardzo tego nie chciałam, usłyszałam odgłos odpinanego paska. Nagle ni skąd ni zowąd usłyszałam głos mamy
Córeczko wyrywaj się! Obok ciebie leży nóż.Broń się!
Posłuchałam się jej. Chwyciłam nóż i wbiłam go w serce tego nic nie robiącego człowieka a później w niego.
*perspektywa Harry'ego*
Boże co ja najlepszego zrobiłem? Gdyby nie ta nasza kłótnia ona była by cała i zdrowa, a tak? Nie wiem czy w ogóle żyje! Od tygodnia nic nie jem, nie śpię. Jedynie siedzę na kanapie z telefonem w ręku. Wszyscy są ze mną. Pierwszego dnia poszliśmy na policję i złożyliśmy zaginięcie. Od razu zajęli się tą sprawą. W parku znaleziono jej buta. Wtedy już wiedziałem, że została porwana. Moja księżniczka w rękach jakiś bandziorów. To wszystko moja wina. Chciałem z nią spędzić romantyczny wieczór. Teraz mogę sobie o nim pomarzyć no chyba, że jakąś inną laską bo...bo ona...nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem. Poczułem jak Lou mnie przytula:
-ej, Haz nie martw się odnajdą ją!- pocieszał mnie. Dziękowałem, że są ze mną. Wiem, że każdy się bał o nią
-Taa...może i znajdą ale martwą! To jest pewne.- tak teraz powiedziałem szczerą prawdę. Nagle telefon zaczął dzwonić
*perspektywa Megan*
Gdy tylko wbiłam im nóż szybko się uwolniłam. Już miałam wychodzić gdy ten skurwysyn dwa razy trafił we mnie kulką. Jedna blisko serca a druga w nogę. Robiłam wszystko aby uciec. Wszystko mnie bolało. Nie wiedziałam gdzie jestem. Jakieś odludzie, środek lasu. Z odległości chyba 100 metrów zobaczyłam czarny wóz.
-pewnie ich a obok niego tabliczkę. ''Żegnamy Londyn. Witamy w Lambeth'' Wybrałam numer 112. Ktoś odebrał niemal od razu
-Dzień Dobry, coś się stało?
-Tak. Jestem prawie martwa! Mam dwie kule i wszystko mnie boli. Mam na imię Megan Kwiatkowska 18 lat. Jestem na granicy Londynu a Lambeth. Koło tego znaku stoi czarny wóz a ja jestem w lesie jakieś sto metrów koło szopy. Proszę o pomoc. Błagam!
- Dobrze uspokój się! Nie zamykaj oczu! Zaraz będzie pogotowie i policja. Uważaj na siebie! - rozłączyłam się. Siadłam koło drzewa. Siedziałam tak jakiś czas. Nagle moje powieki zaczęły opadać. Widziałam samą ciemność. Ale tylko na chwilę. Potem ujrzałam postać z skrzydłami podeszła bliżej mnie i zobaczyłam moja matkę
-Córciu, nie poddawaj się, walcz dla niego
-ale on mnie zranił...mimo, że kocham nie wiem czy mu wybaczę.
-wybaczysz mu. Jestem tego pewna. Pamiętaj dla miłości zrobisz wszystko. Ja z ojcem też się kłóciliśmy. Wybacz mu.
- Ale jak? Już jest po mnie.- podchodziłam coraz bliżej mnie.
-Stój!- wydarła się do mnie a ja się zatrzymałam.
-Co? Po co?
-Chcesz żyć? - co za głupie pytanie. Jasne, że chcę żyć!
-Tak...nawet bardzo.
-To odwróć się w drugą stronę idź!- odwróciłam się i ruszyłam. Poczułam jak ktoś trzyma mnie za dłoń
*perspektywa Harry'ego*
2 miesiące wcześniej
Gdy tylko ją przywieźli zadzwonili do mnie i powiedziała, że leży w szpitalu. Od razu powiedziałem to przyjaciołom i pojechaliśmy do szpitala. Wpadłem jak opętany do szpitala i popędziłem do recepcji. Gdy tylko mi powiedziała gdzie leży pobiegłem usłyszałem za sobą krzyk pielęgniarki
-idź wpierw do lekarza!- wpadłem do windy i ruszyłem na 2 piętro. Podszedłem do drzwi od gabinetu doktora. Zapukałem a po chwili usłyszałem ciche ''proszę''. Wszedłem. Pomieszczenie nie było za duże. Tylko duże biurko, fotel i dwa krzesła. usiadłem na jednym z nich.
-Pan jest...?
-Chłopakiem Megan. Powie mi pan co się stało?
-Tak ale proszę trzymać emocje na wozy.- pokiwałem głową
-więc tak...pańska dziewczyna jest w ciężkim stanie...nie wiadomo czy się obudzi. Szczerze ona jest bardziej martwa niż żywa. Dajemy jej czas 2 miesiące jak się nie obudzi, będzie mi bardzo przykro...-nie mogłem uwierzyć, że mogę ją stracić...to jest jakiś cholerny sen z którego zaraz się obudzę.
-dlaczego? Dlaczego? Co się stało?
-dwie kule. Jedna w nodze druga bardzo blisko serca. Jest strasznie pobita. Prawie została zgwałcona straciła dużo krwi...-Boże co ja narobiłem? Gdyby nie kłótnia...Wstałem. Otworzyłem drzwi. Miałem wyjść lecz odwróciłem się do lekarza
-um...mogę do niej iść? - lekarz lekko się uśmiechnął i pokiwał głową. Podziękowałem i podszedłem do Przyjaciół. Mocno przytuliłem się do Nat. W końcu były jak siostry.
-Co z nią?- zapytał Zayn
-Bardzo kiepsko. Dają jej 2 miesiące później...-rozpłakałem się i mocniej się przytuliłem do Natalii.
-Co się stało? Możesz powiedzieć? - Dopytywał Liam
- Jest mocno pobita, straciła dużo krwi i zastała 2 razy dostała kulą. Jedną w nogę a drugą...a w drugą bardzo blisko serca
-o matko!- powiedziała cicho Els. Wstałem i ruszyłem do jej sali. Wszedłem cicho. Na łóżku leżała Meg. Była strasznie blada. Wyglądała tak jakby spała anie walczyła o, życie. Podszedłem do niej i chwyciłem jej dłoń. Była chłodna. Łzy spływały mi po policzkach. Nie zniosę tego długo. Ona musi się obudzić...Pocałowałem jej dłoń. Usiadłem na krześle
-Meg, kochanie obudź się, błagam...
Codziennie byłem u niej. Wszyscy już mnie tu znają a ja znam ich. Meg dalej się nie obudziła. Już dwa tygodnie śpi. Lekarze coraz ,mniej wierzą w to, że się obudzi. Ja wierzę. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Przerwaliśmy pracę jako One Direction. Hejterzy uważają, że to koniec 1D. Nie to nie koniec...chyba. Jak się obudzi będzie dobrze a jak nie...koszmar. Już nie dbam tak o moje loki jak wcześniej. Chciałem je ściąć ale chłopcy mi zabronili.
Dzisiaj mija miesiąc. Też się poddaję. Mam bardzo widoczne worki pod oczami. Nie spałem od 3 dni z nadzieją, że się obudzi. W domu jestem raz na tydzień by się umyć i porządnie wyspać. Bardzo boję się, że nie obudzi się.
Jutro muszą ją zabić. Modlę się by się obudziła. Mocno ścisnąłem jej dłoń. Poczułem jak ją ściska. Może mam jakieś urojenia no ale poczułem. Tym razem jej powieki się uniosły. Bardzo lekko. Po policzkach spływały mi łzy szczęścia. Teraz zobaczyłem jej piękne niebieskie oczy. Uśmiechnęła się do mnie.Nachyliłem się do niej a ona odwróciła głowę. Chwyciłem ją za dłoń a ona spojrzała na mnie z łzami oczach.
-Przepraszam, ale nie umiem cię pocałować. Przepraszam- wyszeptała i do pokoju weszli lekarze i poprosili mnie bym wyszedł. Pod salą byli wszyscy.
-Obudziła się...-powiedziałem cicho. Wszyscy zaczęli skakać
-ej, Harry czemu się nie cieszysz?
-ona...ona mnie odtrąciła. Powiedziała, że nie podtrawi mnie pocałować, przepraszała.- spuściłem głowę. Wszyscy się do mnie przytulili. Z sali wyszedł lekarz podszedł do mnie z uśmiechem.
-Panna Kwiatkowska chce pana widzieć
-Mnie?!- zapytałem zdziwiony. Jeszcze przed chwilę mnie odrzuciła. Ruszyłem do jej sali. Jak tylko zamknąłem drzwi spojrzała na mnie z uśmiechem
*perspektywa Megan*
Żałowałam, że nie pocałowałam go wcześniej. Bardzo go kocham i wiem, że on mnie też. Tylko, że ja jestem taka głupia.
-hej, Haz- usiadł koło mnie. Chwyciłam jego dłoń i przyciągnęłam do siebie. Przybliżył się do mnie, nasze twarze dzieliły milimetry. Zmniejszyłam odległość. Jego wargi były ciepłe i wilgotne. Całował mnie delikatne.Jakby bał się, że mnie skrzywdzi. Za to go kochałam, dbał o mnie mimo wszystko. Odsunęliśmy się od siebie
-Kocham cię- wyszeptałam patrząc się w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie czule ukazując swoje dołeczki
-Ja ciebie też Kocham
*miesiąc później*
Dwa tygodnie temu wyszłam ze szpitala. Jutro mamy samolot do Polski. Chłopcy się cieszyli z tego koncertu bo nigdy wcześniej tam nie byli. Lecimy tam ze względu na Paulę, ma to być niespodzianka dla niej. Teraz pakowałam swoje rzeczy. Nie lubiłam tego zajęcia. Do pokoju wpadł Niall.
-Hej, gdzie jest Harry? Chyba go nie zabiłaś?!- zaśmiałam się z jego teorii. Z łazienki wyszedł Haz.Wokół bioder miał owinięty ręcznik. Gdy tylko zobaczył Horana zatrzymał się w pół kroku i patrzył na niego jak idiota ja nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Spojrzeli na mnie zdziwieni a Niall uniósł jedną brew do góry, przez co śmiałam się głośniej.
-Nie wiem czym ją nafaszerowałeś ale coś z nią nie tak- wymruczał Nialler i wyszedłz pokoju zamykają drzwi z hukiem. Podeszłam do loczka i ręce zarzuciłam na szyję. Lubię go przytulać bo jest bardziej miękki niż misiu. Pocałowałam go i szepnęłam w jego usta:
-Kocham cię- Haz uśmiechnął się i zaczął się bawić końcówkami moich włosów.
-Wiem to kochanie. Dokończmy to pakowanie i ruszajmy do Polski. - Odsunęłam się od niego i powiedziałam:
- koteczku, ja już dawno się spakowałam a teraz kończę pakować twoje gacie i inne pierdoły- loczek uśmiechnął się czule i puścił mi buziaka w powietrzu a ja udałam, że szczelam palcami.
-Nie lubisz moich buziaków?!
-Kocham je ale chcę być już w Polsce!- tupnęłam nogą w podłogę. Harry podszedł bliżej mnie i położył swoje dłonie na moich biodrach.
-Za niedługo będziemy. A teraz idź się wykąpać.- Popchnął mnie w stronę łazienki i klepnął mnie w tyłek. Ja podskoczyłam ale ruszyłam do wanny.
*perspektywa Harry'ego*
Gdy tylko Meg weszła do łazienki zadzwoniłem do Liam'a. Odebrał po 3 sygnałach
-Hej, co tam Harry?
-Ciszej! Dobrze, wszystko załatwione w tej Polsce?
-Tak. Stolik, miejsce, orkiestra i inne duperele. Jesteś pewny, że to nie za wcześnie? Znacie się pół roku. Nawet nie.
-Liam! Ja. Ją. Kocham. Zamierzam. Zrobić.To.Co.Postanowiłem-powiedziałem mu jasno powiedzieć, że to nie są żarty.
-Rozumiem. Więc macie być tam 30 minut po koncercie. - usłyszałem jak moja ukochana zaczyna śpiewać. Zawsze tak robi gdy się maluje. (swoją drogą ma piękny głos. Wszyscy proponowali jej dojście do little mix) Więc wykąpała się już.
-Dobra. Muszę kończyć. Pa Liam- rozłączyłem się akurat wtedy gdy wchodziła do pokoju. Wiązała swoje włosy w kucyka. Miała na sobie różową spódniczkę co było do niej nie podobne, białą bluzkę (lub koszulę) w czarne krzyżyki i do tego czarne buty na wysokim obcasie. Zamurowało mnie bo wyglądała pięknie. Jej nogi były lepsze od tych wszystkich modelek. Podeszła do mnie i położyła swoje małe dłonie na mojej klatce piersiowej. Teraz była mi do czoła. Nachyliła się trochę i musnęła kącik moich ust.
-Ślinić się kochany. Co się stało?- jej niebieskie oczy były bardziej niebieskie niż zwykle. Wyglądała tak seksownie, że pewnie bym się na nią rzucił gdyby nie to, że nie jesteśmy małżeństwem. Ocknąłem się i zapytałem:
-Mam być zazdrosny? Czy w Polsce jest chłopak który ci się podoba?- Meg zaśmiała się a jej śmiech był taki kojący dla moich uszu, że mógłbym słuchać tego cały dzień i noc. Cmoknęła mnie w usta i poczochrała moje włosy.
-Koteczku, nie ma żadnego chłopaka ale wszystkie spodnie pochowałam więc musiałam założyć to- wskazała swoimi dłońmi na spódniczkę i skrzywiła się jakby zobaczyła słonia który zamiast dupy ma głowę rekina. Objąłem ją w pasie i spojrzałem w jej cudne oczy
- Słuchaj, wyglądasz tak ślicznie, że normalnie mógłbym cię teraz zgwałcić.- zaśmiała się z tego kiepskiego żartu a po chwili dodała:
-Kocham jak najpiękniejszy bóg na ziemi mówi, że jestem śliczna- nachyliłem się do niej i wpiłem się w jej usta. Były jak zwykle miękkie i ciepłe. Kocham je całować. Otworzyła lekko swoje usta i po chwili nasze języki tańczyły dziki taniec. Po pokoju rozległo się głośne '' no ludzie! Ile można się całować?! Ja chcę jechać do Polski i skosztować bigos!''Wybuchnąłem śmiechem a zaraz po mnie reszta.
-Niall i jego zapał do jedzenia -skomentował Zayn.
-Ej! Było miło i wesoło ale za niedługo mamy samolot! - poganiał nas Liam. Przyjrzał mi się, z początku nie wiedziałem o co mu chodzi ale potem zrozumiałem. Powiedziałem do nich bezgłośnie ''nie zmienię zdania''. Chwyciłem moje i Meg walizki i ruszyliśmy w stronę Polski.
*24 godziny później*
Byłem strasznie zmęczony podróżą. Mimo, że przespałem pół drogi czuję się jak trup. Wysiadaliśmy z samolotu i nagle powróciła energia. Bo to co zobaczyliśmy zbiło nas z tropu. Nigdy nie było tylu fanów na lotnisku! Pogadaliśmy z menedżerami i dali nam godzinę. Podeszliśmy i uśmiechnęliśmy się. Na wszystkich plakatach było jak nas kochają, jak cieszą się z tego na jakie dziewczyny trawiliśmy a co najważniejsze dziękują Meg i Karolinie za to, że sprowadzili nas do tego kraju. Ścisnąłem rękę mojej ukochanej i ruszyliśmy przez siebie. Gdy rozdawałem autografy wszyscy chcieli by nasze podpisy (Hazzy i Meg) były koło siebie. Jedna dziewczyna około 15 lat zapytała:
-Harry, oświadczysz się jej?- spojrzałem na nią przerażony. Skąd ona wiedziała? Już chciała coś powiedzieć ale powiedziałem cicho ''To niespodzianka, bądź cicho, proszę''zrozumiała. Gdy odwróciłem się do Megan miała zdezorientowaną minę. Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. Po chwili odsunąłem się lekko od niej i czule pocałowałem w usta. Dookoła rozległy się piski uśmiechnąłem się szeroko.
-Kocham Cię Meg. -powiedziałem na tyle cicho by tylko ona to usłyszała.
-Też cię kocham Harry i nikt tego nie zmieni.
***************************************
Napisałam ten rozdział z nadzieją, że ktoś to czyta. Chociaż czuję, że piszę to dla siebie ale może...czytasz=skomentuj
please,please,please.....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz